Wąwóz Aare #Szwajcaria2019

23:51 ohrainyday 2 Comments

Nigdy nie mówiłam, że jarają mnie wielkie miasta. Ale nocowanie pod namiotem również nie byłoby spełnieniem moich marzeń. Jednak analizując ten szwajcarski trip, doszliśmy do tego, jak chcemy, żeby wyglądały nasze podróże, a już na pewno jak żeby nie wyglądały. Ostatecznie ten cenny czas chcemy spędzić odpoczywając, a jak się okazało, odpoczynek i głęboki oddech daje nam przyroda.

Po drodze z Zurychu do Meiringen, dużo nie zobaczyliśmy. Choć trasę można było pokonać w przyzwoitym czasie, my nastaliśmy się w olbrzymim korku, dojeżdżając na miejsce dużo później niż zaplanowaliśmy i to w kompletnych ciemnościach. Przed wyjazdem skusiło mnie wędrowanie na Google Maps i wiedziałam czego się spodziewać otwierając okna z samego rana. Nie zmieniło to faktu, że zakrztusiłam się wciąganym przez siebie powietrzem, żeby ostatecznie wydusić z siebie coś na kształt wow, to jednak naprawdę tak wygląda! Wyglądało, ale to, jaki spokój bił z tego miejsca i to, że patrząc przez kolejne minuty i godziny widok nadal się nie nudził, było kojące i hipnotyzujące. Zazdrościliśmy sobie, że budzimy się w takim miejscu. Z pasącymi się, dzwoniącymi dzwonkami krowami za oknem, szumem wodospadu i od czasu do czasu przelatującymi odrzutowcami szwajcarskich sił powietrznych, których lotnisko znajduje się tuż, tuż. Lotnisko, które staje się lotniskiem w momencie startów i lądowań, poza tym, jest regularną, dość uczęszczaną drogą dla samochodów i pieszych. Także śmiało, mało kto stał na legalu na środku pasa startowego, a do tego robił zdjęcia (zdjęcia będą w kolejnym poście, obiecuję!)


To owszem, mega jara. Ale zaraz, tuż za rogiem, mamy prawdziwą perełkę. To wąwóz Aare. Wąwóz, którego przejście dostarczyło nam sporo wrażeń. Dzięki tunelom i zawieszonym na skałach kładkom, możemy urządzić sobie super przyjemny spacer z takimi widokami, że szyja boli od rozglądania się. A że wąwóz ma dwa wejścia i z każdej strony możemy się spodziewać kompletnie innych widoków, będzie nas chwile boleć. W najwęższym miejscu nieco ponad metr szerokości, głęboki na 200 metrów i długi na prawie 1,5 kilometra. Można zacząć od wejścia głównego od strony zachodniej, tak też zrobiliśmy my. Tu zaczynamy od najwęższej części wąwozu, przechodzimy przez wydrążone w skale tuneliki, a kładki zawieszone nad rwąca wodą rzeki Aare są dodatkowo podświetlone, co dodatkowo czyni to miejsce magicznym. Jest tak ciasno, że ma się wrażenie, że po pewnym wychyleniu bylibyśmy w stanie dotknąć przeciwległej ściany wąwozu. Im głębiej wchodzimy, tym robi się jaśniej, przestrzenniej, a przeciskającej się przez wapienne skały wody jest więcej. A jej kolor to rozbielony turkus, mleczny i piękny. Cała trasa jest oznaczona, ma swoje tabliczki z ciekawostkami. W niektórych miejscach fluorescencyjną farbą zaznaczone są poręcze, to miejsca w których trzeba się zatrzymać, a widok będzie najlepszy. Takie najlepsze photo spots. Na drugim końcu, jest już przestrzennie, kładki wznoszą się ku górze i dochodzimy do wschodniego wejścia/wyjścia. Tu można (w ramach biletu do wąwozu) wskoczyć do pociągu i dojechać do zachodniej strony od której zaczynaliśmy, ale można też całą tą trasę pokonać jeszcze raz. I my tak właśnie zrobiliśmy, nie mogliśmy sobie odpuścić. Bilety dla dorosłych to koszt 9 CHF dla dzieci szkolnych 5 CHF. My od naszych gospodarzy dostaliśmy coś na kształt karty turysty, dzięki której otrzymaliśmy zniżkę i za bilety zapłaciliśmy kilka franków mniej. 




































































2 komentarze:

  1. Cud natury,pięknie ale też troszkę strasznie. Świetnie obfocone 💛👍

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacja, mistrzostwo w takich warunkach zbudować taką trasę.

    OdpowiedzUsuń