Winter Lights 2019 • Dublin City

15:52 oh rainy day 1 Comments

Nikt się z nas nie spodziewał, że końcówkę roku będziemy spędzać w powiększonym gronie, z Ciocią i Wujkiem. I chociaż zapomnieli przywieźć nam trochę śniegu, klimat nadrabialiśmy światełkami. Generalnie w Dublinie migocze wszystko.  Na bogato, na złoto, z modnymi w tym roku ruchomymi iluminacjami świetlnymi od samiusieńkiego początku grudnia. Osobiście wolę świąteczne dekoracje w wydaniu wczesno - grudniowym niż styczniowo - lutowym. W radiu rusza specjalny kanał świąteczny, w którym na okrągło lecą piosenki z dzwoneczkami. I o tyle, ile zawsze przy Wigilii mam już po dziurki w nosie Last Christmas, to przysięgam, że w tym roku zabrakło mi czasu żeby się nasłuchać.



Zabrakło czasu na mnóstwo rzeczy. Dobrze, że prezenty zostały spakowane na czas a uszka z barszczem i jarzynowa sałatka wylądowały na stole tak jak powinny. Blanka cały wigilijny dzień przeżywała, że ten wielki prezent który leży pod choinką to na pewno Lego z Harrego Pottera, o które prosiła w liście do Mikołaja. I że nareszcie elfy ją posłuchały. Bo zawsze przynoszą co tylko chcą. I jak już rozpakowała to Lego z Harrego Pottera, to leżała i przytulała się do pudła przez kilka minut i powtarzała, że nie wierzy że jej marzenie się spełniło.

Przyszła kolej na słodkie. Młoda dostała (nareszcie!) na talerzyk kawałek 3bita, który robiłam po raz pierwszy, a wyszedł tak, jakbym robiła go po raz setny. Podziobała w nim widelcem, zjadła może połowę i zaczęła swoje przemowy, które zawsze prowadzą do nieoczekiwanej puenty. Mówiła, że nie lubi dużo cukru... ani czekolady... przyznam że w osłupieniu jej słuchałam i w ogóle nie kojarzę momentu kiedy powiedziała czekoladzie NIE. Ostatecznie dodała: "zasadniczo nie przepadam za ciastami" i tym sposobem wyczerpaliśmy temat świątecznych słodkości w ten miły, wigilijny wieczór.

Żegnając się ze zmasakrowanym 3 bitem, oświadczyła: "jest Christmas Eve a wy mi każecie spać ale jak widać moje oczy są bardzo otwarte". Moje oczy za to chciały być bardzo zamknięte. Finalnie wylądowaliśmy w łóżku wszyscy we troje, z Netflixem i świątecznym filmem, który koncertowo przespaliśmy my. Podołała jedynie Młoda z baaardzo szeroko otwartymi oczami. Dokładnie tak jak mówiła.

Z bardzo otwartymi oczami za to spacerowaliśmy wszyscy w migoczącym światełkami Dublinie. połowa zdjęć jest z początku grudnia, a druga z poświątecznego spaceru z Kasią i Robertem. Nie wiem czy tylko mi się to przydarza, ale aparat rozładowuje mi się dokładnie w najmniej oczekiwanym momencie i znienacka.














☆☆☆



















1 komentarz:

  1. Tylko dekoracje, za wszelką cenę przekonują ,że to jednak Boże Narodzenie.Trzeba przyznać klimatycznie.

    OdpowiedzUsuń