O wschodzie słońca (robi się dużo zdjęć) #Malaga2018

01:57 oh rainy day 5 Comments

Wschód słońca nad Morzem Śródziemnym w styczniu? Czemu nie. A jak Wam powiem, że było ciepło? To uwierzycie że to w styczniu?
No to za chwilę zrobimy sobie trochę lata w środku zimy. A dokładnie hiszpańskiej jesieni, o której zapomniałam już całkowicie, że taka była. I tak bym chciała się teleportować w ciepłe miejsce, a tak bardzo nie ma jak... Zostaje nam gapić się w zdjęcia. A mamy trochę tego towaru, bo w kolejce czeka jeszcze kilka nieopublikowanych wspomnień z październikowej Malagi. 


Szukając noclegu w Maladze, na uwadze mieliśmy dwa aspekty. Miało być blisko starego miasta i miało być w miarę blisko plaży. Rok wcześniej mieszkaliśmy poza miastem w zdecydowanie górzystych terenach, mieliśmy wynajęty samochód i to były całkiem inne wakacje - post z naszą rezydencją tu KLIK. Oprócz tego, jak już pisałam w bodajże pierwszym poście z Malagi - tym razem chcieliśmy się kierować na bardziej wschodnią stronę miasta, zobaczyć w końcu słynną Malaguettę, port i latarnię morską. Być w samym centrum, z wieczornymi spacerami, bez ogarniania powrotu do apartamentu taksówką lub autobusem.

A ja dodatkowo marzyłam sobie o wschodach słońca na plaży. I przysięgam nie wiem jak to się stało, ale dopiero w dwa ostatnie dni udało nam się ruszyć z mieszkania zanim na dobre zaczął się dzień. No dobra, nie oszukujmy się - dzień zaczynał się na długo wcześniej, niż na Costa del Sol wstawało słońce. A wstawało na chwilę przed 8:30. Żadne to wyzwanie wybrać się na plażę o tej godzinie.  Zwłaszcza, że droga zajmowała może 10 minut do portu, a później jakieś 5 do samej plaży. Jednak na wakacjach poziom lenistwa osiąga nieprzyzwoity rozmiar. Koniec końców udało się. Udało się złapać ten moment, kiedy w porcie jest wyjątkowo cicho, lokalsi przemykają ulicami do pracy, ale te są jeszcze puste. Panorama miasta podświetlona jest fioletem i różem i w ciągu dosłownie kilku minut niebo staje się perfekcyjnie niebieskie, jakby wcisnąć przycisk z farbą w Photoshopie i machnąć wszystko na jednolity kolor. Wspomniany wcześniej jacht za miliony odbijał w swoim polerowanym przez 12 godzin dziennie kadłubie palmy z promenady. Na plaży słychać było nic innego jak skrzeczenie i piski zielonych papużek, które tuż przy nas tłukły się o jedzenie na jednej z palm. Parasolki i leżaki jeszcze puste czekały na pierwszych plażowiczów, a ja się tak zastanawiałam, czy gdybym tu mieszkała dalej by mnie zachwycały te codzienne wschody słońca. Pewnie tak.
Zdecydowanie tak.













































5 komentarzy:

  1. Cudowne widoki, cudowne zdjęcia,codziennie biegalabym rano napawać się nimi😊🌴🌴🌴🌄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem pewna, że gdybyśmy pojechali razem, byłybyśmy na wschodzie słońca codziennie :)

      Usuń
  2. Co tu dużo mówić, prawie jak w raju. Chce się żyć.A poranki są boskie i to na fotach widać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że człowiek bardziej optymistycznie do świata podchodzi jak mieszka w cieplejszym klimacie. Nie wiem, może warto się przeprowadzić w "ciepłe kraje" i mieć taką codzienność?

      Usuń
  3. Ja, z wiekiem coraz bardziej lubię takie ciepło.

    OdpowiedzUsuń