☆ Kalendarz Adwentowy 2018 ☆ Świąteczny, ośnieżony las DIY +szablon do wydrukowania

00:29 oh rainy day 1 Comments

Kiedyś pisałam o irlandzkiej ekscytacji pogodowej. Przed latem ciągle powtarzają, że w tym roku to będzie latooo! A przed zimą, że bankowo na święta będzie śnieg. Rzadko kiedy sprawdzają się te prognozy - a może raczej zachcianki. Jednakowoż ten rok zaczął się przedziwnie, trwał w tym niepodobnym do Irlandii nastroju zmienności pór roku, więc może i zakończy się niespodzianką? Tego sobie życzę, bo na białe święta cieszyłabym się nie mniej niż mała Madzia 20 lat temu.
A może i bardziej.
Raczej bardziej.
I przypomina mi się zima ze śniegiem po pas, łańcuchami na kołach, taką  zadymką śnieżną, że nie było widać gdzie się jedzie. Dzięki temu, do Zakopanego jechaliśmy jakieś 10 godzin (normalnie tą drogę pokonujemy dwa razy szybciej), w całkowitej ciemności, nawet gubiąc się na moment, żeby dotarłszy na miejsce, po kilku godzinach snu (i mocno padającego śniegu) zgubić samochód przed willą w której spaliśmy. Zgubić, bo tyyyle było śniegu, że samochód został kompletnie przysypany. 

O takim śniegu marzę. Takim, który skrzypi pod butami, sypie w twarz grubymi płatkami i zakrywa parapety aż do połowy okien, a przez drugą połowę patrzymy na śliwkowe, nocne niebo, które jest wyjątkowe w takich warunkach. W tym przypadku powinnam chyba rozważyć przeprowadzkę gdzieś do głębokiej Norwegii, Kanady lub na Alaskę. Brzmi to dość ekstremalnie, ale tak właśnie bardzo brakuje mi śniegu. I te ośnieżone drzewa, z których spadają grube czapy białego puchu. 

Góry w zimie są jak sztaluga dla malarza - ale to zabrzmiało patetycznie! haha - ale tak właśnie jest. Te śnieżne płachty nigdzie indziej jak w górach najpiękniej się prezentują. 
Zapewne dlatego gdy myślałam o kalendarzu adwentowym na ten rok, wpadł mi do głowy pomysł na ośnieżony las - chociaż niektórzy widzą w nim też ośnieżone szczyty górskie. Tak czy siak wszystko pasuje.



W tym roku, z małym poślizgiem i wspólnie z Blanką (całe szczęście kalendarz nigdy nie był kojarzony z robotą świętego mikołaja, elfów czy innych skrzatów z bieguna północnego ;) więc podgonić z produkcją kalendarza mogłam na oczach głównej zainteresowanej) skończyłyśmy nasze 24 drzewka/pudełeczka po południu 1 grudnia. 




Nasz kalendarz adwentowy jest zawsze oparty na 'zadaniach' a nie prezentach. Codzienne prezenciki są dla mnie niezrozumiałym pomysłem, bo ostatecznie to właśnie przez te 24 dni czekamy między innymi na rozpakowywanie prezentów pod choinką, więc jaki sens jest karmienie nimi dzieci dzień w dzień? Zdarzy się, że w kalendarzu będzie drobiazg, który będzie wykorzystany właśnie tego dnia, przy naszym świątecznym zadaniu. I na przykład 8 grudnia Blanka wyciągnie nową foremkę do wycinania pierniczków, lub pomarańczę i paczkę goździków, żeby samodzielnie zrobić zimową herbatę. Pomysłów jest milion.
W tym roku oprócz klasyków adwentowych mamy jeszcze kilka nowości, czyli zagadki, rebusy i dla wielkiej wielbicielki rysowania - zadania plastyczne. 






Szablon pudełka w kształcie choinki/góry wycięłam w trzech różnych rozmiarach. Białym markerem domalowałam białe wierzchołki i płatki śniegu. Po wycięciu i sklejeniu, przyczepiłam je do najprostszej ramki na zdjęcia z Ikea (wyciągnęłam szybkę), wszystkie 24 pudełka mniej więcej równo zakryły całą powierzchnię. Do wierzchołka dołączyłam dzień miesiąca, a do środka włożyłam karteczki z zadaniami. Pudełka celowo nie są zamknięte. Zdecydowanie łatwiej wyciąga się z takich liściki, a w ogóle to kto lubi oglądać porozrywany kalendarz? I tu przechodzimy do kolejnego, ważnego (dla mnie w szczególności :) punktu. 

- otóż nie znoszę stołu po obiedzie. Ani po śniadaniu, czy kolacji. Wtedy, kiedy zostają już tylko puste talerze umazane resztkami jedzenia (nie ukrywajmy, nie wszyscy wylizują talerz jak ja), sztućce walające się na tych talerzach i półmiskach (jeszcze gorzej gdy walają się po obrusie), goście sobie pójdą, a ty zostajesz z tym bajzlem i na niego patrzysz. Tak właśnie wyglądam i czuję się ja, gdy dajmy na to 15 grudnia patrzę na opróżniony do połowy kalendarz, w którym została już tylko część, a  jeszcze przed 14 dniami było tak pięknie. Dlatego tym razem postanowiłam nacieszyć oko całością przez 24 dni. Co daje Blance kolejne wyzwanie, bo codziennie musi wyszukać danego dnia.  

Zostało mi tylko dołączyć szablon do wydrukowania i życzyć udanej zabawy (niekoniecznie na ostatnia chwilę ;) ale już chyba raczej na pewno na następny rok. Na następny rok będzie jak znalazł! :D Grudzień zawsze taki klimatyczny, że pewnie minie nam nie wiadomo kiedy - już przecież mamy 4.


I jeszcze piosenka z dzwoneczkami. Coldplay ♪♫ tym razem.
Strasznie, ale strasznie mocno podoba mi się ta scena na której grają. Te ruchome dekoracje i zmieniające się elementy. I myślę sobie, że kiedyś taką zrobię. Dla zabawy, z kilkoma warstwami do przesuwania i kolorowymi bibułkami w tle, podświetlonymi od tyłu. Ehh... ♥

1 komentarz:

  1. Sama nie wiem czy to bardziej góry czy choinki ale doskonale "robią" klimat kiedysiejszej białej zimy! Coldplay jak zwykle pyszny albo bardziej jeszcze.Z tą sceną zacznij już bo trochę przy tym roboty. Zawsze marzyłam o zrobieniu swojej szopki krakowskiej i skończyło się na zebraniu kolorowych pozłótek...

    OdpowiedzUsuń