Pumpkin Patch 2018, edycja słoneczna

22:28 oh rainy day 0 Comments

Październik w tym roku jest takim miksem doznań, jak nigdy. Mieliśmy gorące lato w Hiszpanii i przymrozki w Irlandii, tylko odrobinę deszczu i piękne wschody i zachody słońca. Irlandio, czy to ty? Długie, słoneczne lato i początek ciepłej, bezdeszczowej jesieni sprawiły, że liście na drzewach są tak kolorowe jak nigdy. A omijające nas wichury i huragany nie pozrywały ich z drzew, co jest wyspiarską normą.
W ten weekend, dosłownie rzutem na taśmę wybraliśmy się - mam nadzieje, że to już będzie nasza tradycja - na farmę dyń. Ostatni świąteczny, Halloweenowy weekend był pięknie słoneczny, choć rześki, bo z porannymi przymrozkami. Bałam się, że z dyniowych atrakcji trwających cały miesiąc na farmie zostaną resztki resztek. Okazało się, że jest o niebo piękniej niż w roku ubiegłym. 



Po pierwsze - mogliśmy się obejść bez ubłoconych kaloszy. Po drugie - dynie wygrzewały się w słońcu, piękne, dorodne i soczyście pomarańczowe a nie jak poprzednio zatapiając się w błocie. W połowie były pomarańczowe, co dokładnie podsumowywało ubiegłe lato, które nie mogło się zdecydować czy być i trwać czy zupełnie nie. Zielony labirynt z kukurydzy w październiku, też o czymś świadczył. W tym roku było kompletnie inaczej tu KLIK post z roku ubiegłego do porównania, farma ta sama. Ususzona kukurydza trochę przerzedziła labirynt i je liście szeleściły pod butami. Zawsze jak patrzę na pola kukurydzy, czy to zielonej czy ususzonej jak ta dzisiejsza, mam przed oczami bujającą się huśtawkę i film "Znaki", ciarki mi przebiegają po plecach, chociaż w naszym przypadku jedyne co przebiega patrząc na kukurydzę, to tabuny dzieci z dyniami pod pachą. 

























0 komentarze: