Z widokiem na morze. Dzień w Howth

13:22 oh rainy day 0 Comments

Trzydzieści minut jazdy samochodem od tętniącej życiem stolicy Dublina przeniesiemy się do zabytkowej wioski rybackiej Howth. To malownicze wybrzeże oferuje przepiękne widoki, ale także jedne z najlepszych owoców morza w Irlandii.


Port w Howth, jak i sąsiadująca z nim wyspa Ireland's Eye mają bogatą i burzliwą historię. Legenda głosi, że pierwsi Wikingowie, którzy dotarli do wybrzeży Irlandii wylądowali właśnie na Ireland's Eye. Natomiast słynna w całej Irlandii królowa piratów Grace O'Malley, porwała i uwięziła na wyspie syna ówczesnego hrabiego Howth.

W 1914 roku, czyli na dwa lata przed Powstaniem Wielkanocnym, do Howth przeszmuglowana została broń dla irlandzkich żołnierzy, którzy walczyli o niepodległość od korony brytyjskiej. Jacht Asgard który dobił do Howth, należał do Roberta Erskine Childersa, irlandzkiego pisarza (później, w latach 70. jego syn zostanie czwartym prezydentem Irlandii). Na jachcie przewieziono 900 sztuk karabinów i 25 tysięcy sztuk amunicji. Kilka lat po śmierci Childersa jacht został sprzedany i przechodząc przez różne ręce, ostatecznie trafił do Irlandzkiego Muzeum Narodowego, gdzie po odrestaurowaniu został wystawiony dla zwiedzających (i jest przepiękny!)

Rybołówstwo, od pokoleń jest najważniejszym i kluczowym zajęciem mieszkańców Howth. Rząd kutrów stojących w porcie zaopatruje okoliczne i nie tylko okoliczne - sklepy i restauracje. Stąd wyruszają też w świat całe kontenery pełne ryb i owoców morza. Przechadzając się wzdłuż west pier, możemy do nich pozaglądać, a skarbów tam całe mnóstwo. Kolorowe skrzynki, liny i sieci, metalowe kratki w które łowi się kraby i homary pływające właśnie tutaj, w zatoce Balscadden u wybrzeży półwyspu. Tu KLIK krótki film. Jest w nim - i w filmie i w miasteczku, coś nostalgicznego. W całym Howth to czuć, zwłaszcza, gdy słońce schowane jest za chmurą (tak, wiem, ciągle to powtarzam), a ta wisi nad zatoką gęsta i ciężka. Rybacy czy ze słońcem czy bez niego i tak wyruszą na połów.














Druga strona półwyspu, z mariną pełną jachtów, klubem żeglarskim i molo zakończonym latarnią morską o której wspominałam tu KLIK to idealne miejsce na letnie spacery. Stąd najlepiej oglądać zachód słońca. Tu panuje już całkiem inny nastrój.






Początkiem roku, gdy przychodzi okres sztormów i huraganów, przez molo przelewa się woda. Nie ma chyba zimy, kiedy by się to nie działo. Wiatry nie odpuszczają o tej porze roku i spacery w miasteczku to walka z żywiołem. W tym roku, opisywana przeze mnie zima stulecia (tu KLIK) dała pokaz swoich możliwości również w Howth, gdzie spieniona woda przelewała się przez falochron jakby nigdy nic, jak pianka z kufla pełnego piwa, a z uliczek prowadzących na klify, turlały się kamienie, gałęzie i patyki.

Od maja do września w Howth jest jak w ulu, zwłaszcza gdy pogoda dopisuje. Na plantach urządzane są pikniki, okoliczne kafejki i restauracje przeżywają oblężenie. Miejsc parkingowych ciągle brakuje. Ze stolicy dojazd jest przyzwoity, bo w miasteczku znajduje się stacja kolejki podmiejskiej. Oprócz tego są autobusy, które kursują co chwile. Znajdą się też śmiałkowie, którzy wypożyczając rowery miejskie w Dublinie i docierają tu na dwóch kółkach. W Howth krąży też mini pociąg/autobus wycieczkowy, który zabiera turystów w wycieczkę po półwyspie. I choć nie jest to rozległy teren, różni się wysokością. Bowiem mamy tu też klify, z których z jednej strony rozciąga się widok na Howth z mariną, molo i zatoką Balscadden, a z drugiej zatokę Dublińską i panoramę stolicy z górującymi nad nią górami Wicklow. Na klify warto się wspiąć, zwłaszcza, że dopiero od tej strony zobaczymy morze jak na tacy, z całkiem innej perspektywy.









0 komentarze: