Jak zrobić latarnię morską? tutorial + szablon do druku #morskie opowieści

19:19 oh rainy day 2 Comments


Swoją pierwszą latarnię morską i morze, widziałam dokładnie 22 lata temu. To była moja pierwsza kolonia, na którą jechałam mając 9 lat. To były też pierwsze w życiu trzy tygodnie spędzone bez rodziców, siostry, w ogóle na końcu świata. Z domem dzieliło mnie jakieś ponad 800 km. Znałam tylko 1 dziewczynkę.

Teraz, od małej Madzi Blanka jest dwa lata młodsza. I chociaż nie wyobrażam sobie Jej wysłać kilkaset kilometrów gdzieś, daleko, z obcymi ludźmi (mamo nie wiem jak Ty to zrobiłaś, bez nerwicy i kilku zawałów serca, BEZ TELEFONÓW KOMÓRKOWYCH, były tylko karty telefoniczne załadowane na 25 zł i stacjonarny w recepcji ośrodka kolonijnego) to wiem, że poradziłaby sobie lepiej niż ja w tym czasie. Jestem tego pewna na 100%. Jest też wielce prawdopodobne, że wróciłaby z wyprawy życia z suwenirami godnymi młodej kolonistki (tak jak mała Madzia). Czyli biorąc pierwszy z brzegu must have - lakier do paznokci o wściekłych, fluorescencyjnych kolorach pomarańczy i zielonego (na dyskoteki). Całe kieszonkowe wydałaby na lody i chipsy (bo kto by jadł na stołówkach obiady) i przywiozłaby całą masę kiczowatych pamiątek, które z morzem mają tyle wspólnego co nic.

Nie wiem jak by wyglądały posiłki na stołówce, może tak jak mała Madzia krzyczałaby, że małe kurczaki (w żargonie Blanki - cipcipki), których malutkie, puszyste główki i brzuszki narysowane są na wieczku pasztetu to zbrodnia i NIGDY, PRZENIGDY nikt jej nie zmusi do zjedzenia tego?! Wiem co mówię, sama na to patrzyłam, jeść nie mogłam, traumę przeżyłam, została do teraz (ale dobrym pasztetem nie pogardzę, byleby bez etykiet, haha). Kto wie jakby było.

W przeciwieństwie do mnie, Blanka morze widziała mając 9 miesięcy, a mając półtorej roku, przeprowadziliśmy się tu, do Dublina i o ten przysłowiowy rzut beretem mamy wielką wodę. Plaża, muszelki i inne skarby, kutry w porcie i żaglówki w marinie są dla niej zwykłym, codziennym widokiem (który mnie zachwyca po dziś dzień), latarnie morskie których naliczyłam w okolicach Dublina, a które widujemy co rusz, są 4. Dwie w Howth, Poolbeg na South Bull Island i ostatnia w Dun Laoghaire. W całej Irlandii stoi ich mnóstwo, niektóre można zwiedzać, w niektórych można nawet spać, bo pełnią rolę hotelu. Do jeszcze innych trzeba dotrzeć kutrem.

Jedna z najsłynniejszych latarni w Irlandii, wyjątkowo niedostępna, bo mieszcząca się przy południowym wybrzeżu Irlandii Fastnet Rock, to najbardziej wysunięty na południe punkt Irlandii i zarazem ostatni, który widzieli emigrujący w XIX wieku do Ameryki Irlandczycy. Jest najwyższą latarnią w Irlandii. My widzieliśmy ją z półwyspy Mizen Head tu - KLIK. W październiku 2017 roku, w trakcie słynnego i niszczycielskiego dla wyspy Huraganu Ophelia, w latarni morskiej odnotowano podmuchy wiatru o prędkości 191 km/h. To Irlandzki rekord. 

Wspomniana wcześniej Dublińska latarnia Poolbeg, mieszcząca się na South Bull Island, stoi na kamiennym molo, wpuszczonym w zatokę Dublińską. Tędy przepływają codziennie promy irlandzkiego przewoźnika - Irish Ferries i słynna na całą Europę - Stena Line. Łączą Irlandię z Wielką Brytanią, docierają do portu w Walijskim Holyhead, tu KLIK nasze wspomnienia z podróży i wspomniana czerwona latarnia, widziana z drugiej, morskiej strony. Tędy przepływają też codziennie kontenerowce, a w sezonie letnim cruisery. Dwa lata temu, mieliśmy okazję  właśnie z tego miejsca podziwiać wypływający (po postoju w Dublinie) argentyński żaglowiec Ara Libertad tu KLIK i tu KLIK. Stąd najlepiej oglądać wpływające i wypływające statki, bo ma się je jak na dłoni, chyba bliżej się nie da. A tu KLIK latarnia z bliska. Gdy stoimy przy samej latarni, statek jest oddalony o długość ramienia. No prawie ;) Mimo marnego, a raczej żadnego oznakowania, dojedziemy tu samochodem. Tu dokładna lokalizacja KLIK.

Latarnia morska w Dun Laoghaire, też jest zwieńczeniem pięknego, długiego i kamiennego molo. Tutaj ją widać KLIK. Warto tu pospacerować, zjeść pyszne fish & chips a na sam koniec, przy samiutkiej latarni w małej kawiarence wypić kawę. Stąd również wypływają promy pasażerskie do Wielkiej Brytanii, a także mieści się Royal Irish Yacht Club. Po drugiej stronie mariny, w budynku dawnego kościoła mieści się Narodowe Muzeum Marynistyczne. Mam nadzieję, że w te wakacje uda nam się zobaczyć. Przy pięknej pogodzie z zatoki w Dun Laoghaire wypływają dziesiątki żaglówek, które widać z klifów w Howth.

W Howth, najbliższym memu sercu znajdują się dwie latarnie. Jedna w zatoce Howth Lighthouse a druga Baily Lighthouse, na stromym klifie z drugiej strony półwyspu. Obydwie niestety niedostępne dla turystów. Ta w zatoce jest zamieszkana i nieczynna. Obecnie, sygnał świetlny wysyła stojąca paręnaście metrów dalej wieżyczka. Stąd, możemy wyruszyć na rejs wokół Ireland's Eye, czyli małej wysepki znajdującej się dokładnie na przeciwko latarni. Z tej atrakcji jeszcze nie korzystaliśmy, wszystko przed nami! Baily Lighthouse widzimy z promu, którym płyniemy do Wielkiej Brytanii, ale też z pierwszej wspomnianej dzisiaj latarni Poolbeg. Przy Poolbeg, na horyzoncie po naszej lewej  stronie, widzimy klify półwyspu Howth i białą, mieniącą się w słońcu bryłę latarni. 

Wracając do wspomnień.
Moją pierwszą latarnię morską widziałam w Kołobrzegu. Nie pamiętam ile tam schodów było, ale wszyscy się przepychaliśmy, było ciasno a na tarasie widokowym wiało. Z góry to był całkiem nieznany mi widok a sama latarnia, budowlą z kompletnie innej bajki. To był wyjazd, kiedy pierwszy raz zobaczyłam morze i to, jakie to cudowne uczucie iść, iść, iść aż tu nagle szum, bezkres i koniec mojego świata zaczynający się w tym właśnie morzu. 

Latarnia morska  - krok po kroku

Wracając do wspomnień i mojej najulubieńszej zabawy papierem i nożyczkami, zrobiłyśmy z Blanka swoją własną latarnię. Ze światełkiem, tarasem widokowym a nawet flagą na samym jej szczycie. Jest czerwono biała, ale zrobić ja można w dowolnym kolorze. Poniżej dołączyłam szablon do wydrukowania z potrzebnymi elementami latarni. Te, odrysowujemy na kolorowym brystolu, wycinamy, nacinamy i budujemy swoją własną latarnię. 
Żeby było łatwiej, bazę stanowią 2 papierowe kubki do kawy, na nich umieszczamy całą resztę. Moje miały pojemność 340ml / 12 oz. a pozostałe elementy dopasowałam do ich wymiarów. 

Potrzebne będą:
2 kubki o pojemności 340 ml / 12 oz
czerwony brystol
klej / taśma dwustronna / klej do klejenia na gorąco
nożyk do cięcia papieru i nożyczki
linijka
wykałaczka / patyczek do szaszłyków
świateko na baterie (tealight)

Wykonanie:
Pierwszy kubek ustawiamy dnem do góry ozdabiamy paskami z czerwonego kartonu, lub po prostu malujemy plakatówką. Z drugiego odcinamy dno i skracamy do wysokości mniej więcej 6 cm. Tą część będziemy mocować na dnie pierwszego. W niej wycinamy też okna, przez które nasza latarnia będzie nadawać sygnał świetlny. Okna wycinamy na wysokość około 2,5 cm. 


Na kolorowym papierze odrysowujemy podest tarasu, balustradę, dach i flagę. Trójkąciki przy podeście i balustradzie należy zagiąć.
Podest z trójkącikami stroną do góry łączymy z balustradą. W tym miejscu warto pomęczyć się trochę i zrobić w niej barierki, dają fajny efekt.
Trójkąciki z tarasu zaginamy do dołu i smarujemy klejem lub umieszczamy na nich taśmę dwustronną. Przyklejamy dookoła podestu, tak jak widać na zdjęciu poniżej.
Gotowy taras umieszczamy na kubku, można przykleić, ale trzyma się też bez kleju.
Wyżej tarasu, umieszczamy wcześniej wyciętą część z oknami. W środek wkładamy światełko na baterie (nie prawdziwy ogień!)

Okrąg na dach, zginamy czterokrotnie tak, aby powstało 8 zagięć-trójkątów. Jeden z nich nacinamy i wycinamy połowę czyli 1/16 część daszku. Powstałą ćwiartkę smarujemy od spodu klejem i zakładamy na kolejną, pełną część tak, aby stworzyć stożek. 
Na fladze wypisujemy ulubione lub całkiem wymyślone miejsce i umieszczamy na wykałaczce. W szczycie dachu, robimy dziurkę i wbijamy w nią flagę. Nakładamy na ściankę z oknami. 

Gotowe!







Szablon do druku. Wystarczy zapisać obraz i wydrukować.



Jak zrobić latarnię morską?  + szablon do druku

2 komentarze:

  1. Ja też nie wiem, jak to było z tą odwagą rodziców.
    Teraz daje o sobie znać raz zaszczepiony bakcyl.Podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha no Ty powinieneś wiedzieć jak to było 😉

      Usuń