Jak zrobić różę ucierana z cukrem? Przepis + pachnące zdjęcia.

22:54 oh rainy day 4 Comments


Tak jak maj zawsze mi się kojarzył z konwaliami i bzem, tak czerwiec z piwoniami. Pięknymi jędrnymi główkami kwiatów, które po chwili pękają i z tego małego bąbla rozwija się królową czerwcowych działek. A najpiękniejsza jest ta w pięknym jasnoróżowym odcieniu. Z reszta czy to nie wspaniałe, że najpiękniejsze letnie kwiaty maja właśnie wszystkie odcienie różu

Od piwonii moje myśli mają jedyny słuszny tor. A ten wiedzie przez działkę do Babci Heli. Bo Babcia Hela, to właśnie zapach piwonii. Piwonie, przez swój słodko różany aromat, przypominają mi jeszcze jedną rzecz, która wiąże się i ze wspomnianą wcześniej Babcia Helą i z działką i z moim ulubionym różowym kolorem.



Mam na myśli płatki dzikiej róży ucierane z cukrem.
Ten smakołyk był w zasadzie stałym punktem sezonu na zamykanie lata w słoikach. Żeby później wylądować w kruchych rogalikach, które posypane cukrem znikały w ekspresowym tempie.
Babcia Hela, kręciła róże w makutrze, a ja później miałam wrażenie, że dziurkowane wnętrze naczynia na zawsze będzie już pachnieć różą. Zamykana w słoikach z podpisem "róża 93" wykonanym na taśmie klejącej 'gęsia skórka', lądowała w piwnicy, by w przypływie wielkiej chęci na rogaliki lub pączki, wrócić z powrotem do kuchni. I tak ją pamiętam. 

Tydzień temu, wracając z zakupów inną drogą niż zwykle, zostałyśmy złapane w pachnącą pułapkę.  Ciężko było przejść i nie sięgnąć po te słodkie, ciemno różowe płatki. Blanka na hasło zrywamy! nie patrząc na kolce (o dziwo) wzięła się do zabawy. Ostatecznie, nieoczekiwane zbiory obłędnie pachnących płatków wylądowały w papierowej torebce z croissantami.



I chociaż pracy przy niej jest sporo, nie wyobrażam sobie że mogłabym z niej zrobić coś innego, niż różę ucieraną z cukrem. Jest najwspanialsza. Idealna do rogalików, pączków, mazurków, itp, ale jak powiedziała niecierpliwa Blanka zaraz po wypełnieniu 1 słoiczka konfitury - chętnie by ją zjadła na bułeczce z masełkiem. Od razu. Ja chyba też.

Płatków było dokładnie tyle, by wypełnić 200 gramowy słoiczek po solonym karmelu. Dużo, bo zawartość bardzo cenna, ale jednak za mało, by nacieszyć się nią na jakiś czas. Następnego dnia, pachnące płatki zrywałyśmy nad samym morzem, z wydm na których rośnie pas różanych krzewów. Również nieprzygotowane, bez koszyczków lub torebek, upychałyśmy kwiaty w kieszenie, żeby później skakać w popłochu, bo oprócz róży, w kieszeniach były tez szczypawki. 
Tego dnia, w domu powstał drugi słoiczek konfitury. Nieco ciemniejszy i bardziej fioletowy niż poprzedni. Ale obydwa z turbo pachnącym wnętrzem. 

Nie wiem jak to się stało, ale kolejny dzień to kolejne zbiory. Wpadłyśmy w kompletny szał. Blanka mimo swoich olbrzymich uprzedzeń przed wszystkim, ale tak dosłownie wszystkim, co mogłoby ją ukłuć, stała w krzakach i mimo krótkiego rękawku, sięgała po kolejne i kolejne i kolejne płatki. 
Tego dnia, powstał trzeci słoiczek konfitury.
Czy to już szaleństwo?


Również tego dnia obiecałam sobie, że już więcej tamtą droga nie będziemy chodzić. Zabawa z różą zostaje tylko dla mnie, a ta pochłania ogrom czasu. 
W sumie to nie wiem czy tak będzie, to może i żmudna robota, ale cudownie pachnąca. No i rogaliki z własnoręcznie zrobiona różą to przecież nie kupne croissanty z Lidla a smakołyk godny eleganckiego espresso w ramach podwieczorku.

Przepis

Przepis na różę ucierana z cukrem jest banalnie prosty. Uzbieraną wcześniej różę oczyszczamy z resztek listków, szczypawek (jeśli ktoś miał szczęście tak jak my) lub innych lokatorów. Można delikatnie opłukać a później osuszyć. Teraz zaczyna się największa zabawa:

• część monotonna, choć lekka - należy odciąć białe końcówki płatków. Jeśli je zostawimy, konfitura może być gorzka, a tego nikt nie lubi. Ja robię to nożyczkami, jest najwygodniej. W to zadanie najlepiej zaangażować dzieciaki. Ale uprzedzam, że po setnym płatku zaczynają czuć, że dały się sfrajerować i zostawiają Was na lodzie. Trudno, dobre i te sto płatków. Ale pachną przyjemnie, więc nie ma co AŻ TAK narzekać ;)
• po obcięciu wszystkich płatków, należy je zważyć. Wagę płatków podwajamy i wychodzi nam ilość cukru, która będzie potrzebna do ucierania konfitury (czyli np mamy 200g róży i 400g cukru).
• sok z cytryny, ilość: trochę.
• część monotonna, ale wymagająca siły - różę przekładamy do makutry i dosypujemy cukier, a później baaardzo dłuuugo ucieramy drewnianą kulą. I teraz pytanie kto ma jeszcze w domu makutrę, albo lepsze - kto w ogóle wie co to jest? KLIK Ja nie mam, więc ucieram mikserem ręcznym, a do mieszadła doczepiam płaską nakładkę, która ładnie rozetrze różę z cukrem. Jak się zmęczymy, to i tak ciągle jesteśmy na początku. Cukier musi się ładnie połączyć z płatkami, a płatki powinny się  całkiem rozpaść. Ja swoją kręciłam dobre 10 minut. W międzyczasie wyciskamy sok z cytryny. Sok utrwali piękny, różany kolor.
• jeśli wydaje nam się, że konfitura jest za rzadka, spokojnie można dosypać cukru. Oczywiście od początku wiadomo, że konfitura nie jest zdrową przekąską. Jest smaczna, pyszna i cudowna. Nie jemy jej łyżeczkami codziennie. A dodatkowo patrząc na krótki żywot róży na krzewach i jej (nie)dostępność, to dosłownie kropelka słodkości w naszym życiu.
• gotową różę przekładamy do wyparzonych słoiczków i zakręcamy. Nie trzeba pasteryzować. Taka ilość cukru dobrze zakonserwuje, a w ogóle istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że róża nie wytrzyma  do zimy. 
Ja swoja trzymam w lodówce. 
• po paru dniach, jak się przegryzie jest idealna do nadziewania wspomnianych już rogalików, pączków... 
...no i zaczęła mi lecieć ślina.

Teraz już tylko zostały zdjęcia. One na prawdę pachną. Prawda, że czujecie? 







4 komentarze: