Ahoj! #morskieopowieści

19:44 oh rainy day 1 Comments

Dzisiaj zaczynam cykl majowych postów pod żaglami. Pod żaglami, bo w maju wszystkie znaki nie niebie i ziemi mówią, że sezon morskich wypraw, plażowania, wycieczek małych i dużych właśnie się zaczyna. Nawet zwykłe plażowanie czy to w Irlandii, Polsce czy na Wyspach Kanaryjskich to zawsze powód do tego, by bliżej zapoznać się z tym fascynującym morskim światem. Zwłaszcza, gdy mamy na podorędziu małą ciekawską świata osóbkę z dziesiątkami pytań o wszystko, wystrzeliwanymi jak z karabinu.



W związku z tym, że mieszkamy 10 minut samochodem do plaży, 15 do zatoki z jachtami i 20 do zatoki z kutrami rybackimi i latarnią, morskie klimaty są nam bliskie. Owszem, plaże sobie ciągle zmieniamy, jednak jest taka złota piątka, którą chętnie się podzielę. Pokażemy Wam port z którego co chwilę wypływają promy pasażerskie, kontenerowce, tankowce (ostatecznie mieszkamy na wyspie i większość towarów dostaje się tu właśnie tą drogą). Teraz, czyli w sezonie letnim od maja do sierpnia, port morski w Dublinie gości również olbrzymie cruisery, wielkie jak wieżowce. Zdradzimy też miejsce skąd je najlepiej podziwiać. Damy wskazówki jak wygląda podróż promem na długi i krótki dystans. A dla wielbicieli wszelkiej maści ryb i owoców morza, wskażemy wspomniane wcześniej zagłębie rybne, w którym zaopatruje się chyba cały Dublin i okolice. I jak to bywa w Irlandii (chociaż w tym temacie polska pogoda nad morzem również potrafi pokazać pazurki), chmury i deszcz na wybrzeżu to nasza codzienność, jednak nie umniejszają one piękna portowych miasteczek. Mam wrażenie, że właśnie w takiej aurze poznamy tą prawdziwą, trochę nostalgiczną stronę Irlandii. I baaardzo ją w tej odmianie lubię.


Dzisiaj książka, która na pewno odpowie małej, ciekawej główce na wiele pytań - "T is for Tugboat"(tugboat - holownik). W alfabetycznym szyku, rozpoczynając od litery A jak Anchor i Aground (kotwica i mielizna) po Z jak Zulu (czyli szkockie łodzie rybackie). Wspaniałe zdjęcia i grafiki statków parowych, żaglówek, łodzi wikingów, słynnego Titanica i trzech statków, które wypłynęły z Hiszpanii pod dowództwem Krzysztofa Kolumba na podbój Ameryki. Świetny schemat statku żaglowego z opisanymi nazwami poszczególnych części i oczywiście rzecz najważniejsza dla podróżników - alfabet morsa. Teraz tylko latarki w dłoń i ćwiczymy! Są też komendy, które wypowiadają marynarze i nazwy przyrządów używanych na statku. To całkiem fajna książka* zwłaszcza na czas morskich wypraw choćby z łopatką na plażę. Zawsze na horyzoncie może się pokazać jakiś statek, a wtedy wspólnie krzykniemy Ahoj! 










*Książka niestety nie jest przetłumaczona na język polski (szkoda), jednak tekst jest tu oszczędny, sprowadza się do zaledwie zdania lub dwóch pod każdą z grafik, więc myślę że warto i po angielsku. Nasz egzemplarz wygrzebałam w charity shop za całe 50 centów ;)


1 komentarz:

  1. Moja wczesna młodość to również fascynacja morskimi opowieściami, w czym prym oczywiście wiodła literatura. Podpowiem młodemu wilkowi morskiemu, choć nie tylko kilka tytułów. To co ma Blanka to tylko pozazdrościć.Ja, morze zobaczyłem pierwszy raz w wieku 20 lat.
    A teraz obiecane lektury, choć ja czytałem je w wieku od 10 lat wzwyż.
    "PIĘTNASTOLETNI KAPITAN" Verne
    "CZERWONY KORSARZ" J.C.Cooper
    "KAPITAN BLOOD" R.Sabatini
    "DWA LATA WAKACJI" Verne
    Na początek wystarczy, memu pokoleniu rozpalały wyobraźnię. Ahoj :)

    OdpowiedzUsuń