Chałka od Liski

22:33 oh rainy day 1 Comments

W melancholijne dni, jak włączam muzykę to śpiewa mi John Mayer. 
Jak gotuję curry warzywne, to od Trufli. Z kalafiorem, ciecierzycą i szpinakiem.
A jak piekę chałkę, to otwieram książkę Liski na 37 stronie.
Próbowałam piec inne, ale to nie było to. 
Książka Liski, którą dostałam od siostry, to moja jedyna książka kucharska z której systematycznie korzystam. Wspomniana chałka, obłędne sernikotoffi z malinami, wspaniała Torta della Nonna, drożdżówki z malinami czy bezy cynamonowe. 
Bez pudła, każdemu się uda. Na przykład z taką chałką.




I chociaż przepis zawiera najmniej kochaną przeze mnie frazę w przygotowywaniu wypieków, wszystko da się zrobić. A jest to dosypywanie mąki do klejącego się jeszcze ciasta. Tak zwane babciowe "ile zabierze'. Bo nie ma się kleić, ale jednak trochę jeszcze ma. Tak...nie za bardzo. W tym przypadku łatwo zrobić nie klejące się ciasto i sypnąć ciut za wiele. Za to później chałka będzie sucha i szybko stanie się twarda jak kamień. Wiem, bo i takie wychodziły z mojego piekarnika. W przypadku klejącego się ciasta, przychodzi robot kuchenny, który brudną robotę wykona za nas. I mniej chce nam się sypać mąki, bo to nie nasze ręce się kleją.
Później, ciasto przełożone do natłuszczonej miski przyjemnie rośnie i bąbluje. Chyba nie ma takiego słowa... no ale własnie tak bąbluje. To dzięki temu, że tej mąki tam jest tyle ile trzeba, nie jest zwarte i zbite. A pachnie tak przepięknie, jak tylko drożdżowe wypieki potrafią. Później trzeba już tylko pilnować, żeby nie zagapić się i wyciągnąć w porę z piekarnika. 

Zagraniczne strony podają przepisy z suszonymi drożdżami z którymi moja przyjaźń jest trudna i bez wzajemności. Drożdże suszone na wyspach są podstawą. W supermarketach to jedyna opcja. Z polskich sklepów, świeże znikają jak ciepłe bułeczki. Chociaż nie wiem czy akurat na bułeczki.
Dzisiaj się trochę pobawiłam to Wam pokażę, jak drożdże pięknie bąblują, ciasto w ciepełku wyrasta i że zaplatanie pięcioczęściowej (palczastej?) chałki to bułka (znowu!) z masłem. 












Przepis jest tez dostępny na blogu Liski, tu KLIK

1 komentarz:

  1. Smakowicie i perfekcyjnie łącznie z filmikiem. Przy tłustym czwartku jeszcze lepiej się ogląda.

    OdpowiedzUsuń