Pumpkin Patch, czyli jesienny #mustsee (dla dzieci i dorosłych)

01:29 oh rainy day 0 Comments

Farma dyń, to jedno z tych miejsc, które bardzo, ale to bardzo chciałam zobaczyć. W październiku dynie są stałym elementem krajobrazu, zwłaszcza tu na wyspie, gdzie tradycja Halloweenowych zabaw jest wielka. Dynie wyprzedają się jak świeże bułeczki, a później zdobią parapety i drzwi wejściowe do domów. My już po raz trzeci będziemy wycinać swoją dynię. Z dzisiejszej wycieczki na farmę dyń, przywieźliśmy dwie piękne i dorodne. 


Farma dyń, to Alright Pumpkin i znajduje się niecałą godzinę drogi od nas z Dublina. Całą drogę do, leje deszcz, coraz mocniej i mocniej. Kiedy dojeżdżamy, chmury się rozchodzą i może słonecznie nie jest, ale swobodnie i bez gonitwy z kapturem na głowie, brodzimy w błotku. Dynie widać znikają szybko, teren jest ogrodzony, a dynie przygotowane i ułożone w grupkach. Można przebierać do woli. Obok znajduje się pole kukurydzy, które zostało zamienione na mały labirynt z niespodziankami. Mijamy ławeczkę uśmiechniętych, wydrążonych dyń. Drzwi, za którymi kryła się czarna zjawa. Pajęczynę z lin, przez którą trzeba przejść, żeby dostać się na drugą stronę i dziurę - zasadzkę w ziemi, która całe szczęście przykryta jest słomą i mamy ewentualnie miękkie lądowanie ;)

















Farma dyń jest darmowa. Czynna w każdy październikowy weekend, aż do samego Halloween. Między 11 a 16 są tu spore tłumy i ciężko z miejscem parkingowym. Obowiązkowo trzeba zapatrzeć się w kalosze a jak chcemy wrócić z dynią, to najlepiej wziąć ze sobą torbę, taczki lub kto co woli ;) Dynie zbieramy prosto z ziemi, a po deszczu to wiadomo - błotko. Na miejscu, można się napić kawy, herbaty. W razie deszczu, schować w namiocie i posiedzieć na słomianych belach. 



















0 komentarze: