7 powodów dla których warto zobaczyć Rondę + 8 który weź sobie do serca szczególnie

20:01 oh rainy day 1 Comments

"That is where you should go if you ever go to Spain on a honeymoon or if you ever bolt with anyone. The entire town and as far as you can see in any direction is romantic background" - tak pisał Hemingway. Jak nie wierzycie na słowo, to mam nadzieję, że moje zdjęcia choć trochę Wam to pokażą. A jeśli dalej nie, to już tylko zostaje kupić bilety do Hiszpanii i przekonać się na własne oczy. Spośród tysiąca powodów, podam przynajmniej 7, dla których warto tu przyjechać. A, no i jeszcze ten 8 bardzo, bardzo important. 



Po pierwsze niesamowite widoki!
Serio, w którą stronę byśmy nie obrócili głowy mamy efekt wow, migawka w aparacie szaleje. Ronda to magiczne miasto zawieszone na skale nad wąwozem El Tajo. Ma więcej uroku i piękna niż wiele innych hiszpańskich miasteczek wziętych razem. Jest mega fotogeniczne, ze swoimi brukowanymi uliczkami, starożytnymi murami miejskimi i wspomnianym wcześniej widokiem na wąwóz.










Po drugie, Puente Nuevo
Puente Nuevo, czyli 'Nowy most', który taki nowy już nie jest, to to, co najbardziej przyciąga turystów do Rondy. Zawieszony nad 120 metrową przepaścią most, łączy dwie części miasta, starszą mauretańską i nowszą chrześcijańską. W dole płynie (ledwo, ledwo) rzeka Guadalevin, a dookoła niej - znowu będę się powtarzać - widoki, widoki, widoki! Most wybudowany w XVII wieku w swojej centralnej części, posiada pomieszczenia, które w czasach Hiszpańskiej Wojny domowej pełniły rolę więzienia ... a niektórych więźniów zrzucano z niego wprost w skalistą paszczę kanionu.  dla zaprawionych w (pieszych) bojach turystów jest kolejna atrakcja związana z mostem i kanionem. Camino de los Molinos czyli trasa widokowa, masą schodów, którymi schodzimy i wchodzimy z powrotem (sic!) ale stąd właśnie możemy podziwiać Puente Nuevo z całkiem innej perspektywy, bo stojąc u jego podnóża. Obecnie znajduje się tu muzeum opisujące historię mostu i więzienia. Oglądamy zawieszone na skale domy i restauracje, które wydają się stać sobie tam dokładnie tak, jakby ich fundamenty znajdowały się na płaskim podłożu. 






Po trzecie, Balcón del Coño
Czyli punkt widokowy, na El Tajo. Co oznacza nazwa nie da się przetłumaczyć bez użycia niecenzuralnych słów. To zawieszony balkonik na skale, znakomite miejsce na zdjęcie (w sumie każde tu takie jest) ale ten wyjątkowo, bo dla ludzi o mocnych nerwach. Po prostu, jak tu będziecie i jak wyrwie się Hiszpanom z ust okrzyk ¡Coño to już wiadomo co może oznaczać. Ja krzyczałam po polsku ;) Warto tu być (ale może nie koniecznie krzyczeć :)



Po czwarte, Mirador de Aldehuela
Z wulgarnego balkoniku przenosimy się kawałek dalej, na zachodnią stronę mostu Puente Nuevo. To kolejny punkt widokowy i ponoć stąd zobaczymy najpiękniejszy zachód słońca w mieście. My słońce oglądaliśmy przez cały dzień, prawie że umarliśmy od niego, więc zachód sobie darowaliśmy. Ale musi być magicznie, bo ta strona, to...



...po piąte, ogrody Jardines de Cuenca
Troszkę inne spojrzenia na wąwóz, widok nie jest taki surowy jak z drugiej strony. Ogrody mają budowę tarasową i pięknie opadają wzdłuż płaskowyżu. Zaraz za nim, widoki jak z Toskanii. Ten zachód słońca musi wyglądać tutaj obłędnie!




Po szóste, Plaza de Toros a oficjalnie Real Maestranza de Caballería de Ronda
To crème de la crème wizyty w Rondzie, może nawet obowiązkowy punkt wycieczki do Hiszpanii. To arena walki byków. I choć osobiście daleko mi do zrozumienia jak można na to patrzeć, jest to niezaprzeczalnie głęboko wpisana w hiszpańską kulturę tradycja. Jednak sama Hiszpania jest podzielona odnośnie korridy do tego stopnia, że parlament Katalonii w 2012 roku uchwalił zakaz walk byków. Korrida była za to inspiracją dla wielu twórców, jak wspomnianego wcześniej Hemingwaya (Śmierć po południu) oraz Bizeta (aria torreadora z opery Carmen). Wzniesiona w XVIII wieku i zaprojektowana przez tego samego architekta, który stworzył Puente Nuevo to jedna z najstarszych i najpiękniejszych aren w Hiszpanii. Ma średnicę 66 metrów, otoczona dwoma kamiennymi kręgami, w których znajdują się dwa poziomy siedzeń po 5 rzędów w każdym. Arena pomieści nawet 5 tysięcy widzów. W środku zajrzymy do muzeum dedykowanemu korridzie i słynnym torreadorom. Wspaniałe są gabloty ze strojnymi mundurami wkładanymi do walk. Zdecydowanie warto tu wejść (a przy okazji schłodzić się w murach, bo na środku areny w pełnym słońcu i 39 stopniach, można skonać nawet bez torreadora). W ramach ciekawostek, Plaza de Toros znalazła się w teledysku Madonny do 'Take a bow' a razem z nią i na niej, hiszpański torreador  Emilio Muñoz.























Po siódme, La música!
Tak nam się pięknie trafiło, że pierwsze spojrzenie na wąwóz miało swój hiszpański akompaniament. Nie wiem czy ten pan tam tak zawsze, czy się panowie zmieniają i czy w ogóle, ale marzyłabym sobie posiedzieć tam dłużej. Bo pan tak pięknie grał i śpiewał, że och i ach. 



Po ósme, żeby Was nie podkusiło nigdy, ale to nigdy, przyjeżdżać do Rondy,
(Estepony, Marbelli, Tarify, itp) w lipcu/sierpniu. Jestem śmiertelnie poważna. To nie jest czas na zwiedzanie. Chcemy coś zobaczyć, teoretycznie mamy siły na wspinanie się po schodach i kilkugodzinne spacery, a w praktyce pot nam się po du*** leje a przed oczami mroczki z upału i jedyna rzecz o jakiej marzymy to zimna woda i cień. To raczej czas na wakacje na plaży lub w basenie, gdzie jedynym wysiłkiem jest sięganie po drineczka. Dlatego marzy mi się powrót w maju/październiku kiedy temperatury nadal oscylują w granicach 20 stopni a tłum turystów przerzedza się znacznie. 
Droga powrotna z Rondy to highway to hell. Komputer w samochodzie pokazywał 39 stopni, w momencie wysiadania z auta (na zdjęcia, bo piękne widoki) bucha w twarz jak przy wyciąganiu pizzy z piekarnika nagrzanego do 250 stopni. Odechciewa Ci się na dzień dobry. 



Pomijając temperaturę, a wracając do drogi z i do Rondy. Nasza podróż trwa około 2 godziny, jedziemy z Almogii (okolice Malagi) drogami ekspresowymi, bezpłatnymi. Na koniec jest trochę więcej zakrętów, ale nie tyle, ile niektórzy opisują (pewnie mamy inną trasę, więc się da ominąć i nikt nie będzie rzygał). Za to całą drogę jadę z przyklejonym fejsem do szyby, prawie że się śliniąc. To jest andaluzyjska prowincja, cała w złocie pól z pasami drzewek oliwnych i czerwoną ziemią. Niewyimaginujecie sobie tego, to trzeba zobaczyć na własne oczy. Bo to nie widok na 10 czy 20 kilometrów. Tak jest cały czas! Co chwilę farmy wiatrowe, no i sama droga miodzio. Z aparatem w pogotowiu cały czas, tylko szkoda, że otworzenie okna skutkuje plaskaczem 40 stopniowego upału w twarz. 








Oczywiście te siedem punktów można pomnożyć przez kolejne siedem, bo miasto zachwyca każdą alejką, zakątkiem zza którego wyłania się przepiękny widok na kanion. I pewnie, że można miasto zobaczyć w jeden dzień. Ale zdecydowanie będzie Wam mało. Mi nadal jest. Tu warto przyjechać na dłużej i chłonąć te wschody i zachody z lampką dobrego wina, o które tu nie trudno. Hemingway miał rację pisząc, że "Całe miasto jak okiem sięgnąć jest niczym innym, jak romantyczną kulisą teatralną". 

To co, kupujemy bileciki?

















1 komentarz:

  1. Myślę,że po przeczytaniu i obejrzeniu zdjęć, zaczyna się marzyć o Hiszpanii. Upału na szczęście nie widać:) Foty super :)

    OdpowiedzUsuń