#instagram #march_memories_2017

22:01 oh rainy day 1 Comments

Uciekł marzec. Rozpoczął się w Polsce, a zakończył w Irlandii. I tu i tu z piękną wiosenną pogodą. Nareszcie! W Irlandii na styl irlandzki oczywiście ;) ale równie pięknie i z małą ilością deszczu - to najważniejsze! 

Figa w wiosennym słońcu w towarzystwie ananasów i buraczków ;)

Po zmianie czasu, przyszła pora na wieczorne spacery nad morzem - chociaż te jeszcze przed nami. Pierwsza kawa została wypita na balkonie ( w towarzystwie Blanki tańczącej irish dancing ;) i planuję więcej takich chwil jak ta. Zaliczyliśmy kino, z długo wyczekiwaną "Piękną i Bestią" - byliśmy zachwyceni! Blanka, parę dni wcześniej narysowała z tej okazji jeden ze swoich wspaniałych rysunków na małych karteczkach. Tekst na obrazku - w tłumaczeniu z Blankowego na angielski: "A book is called Beauty and the Beast". Patrzcie ile szczegółów, a to wszystko jeszcze PRZED obejrzeniem filmu!




W tym miesiącu, swój dzień miał tez patron Irlandii Św. Patryk ( z tej okazji robiłam wpis → Cliffs of Moher, główna atrakcja turystyczna Irlandii  ← KLIK) w przygotowaniu są jeszcze zdjęcia z przepięknego zachodniego wybrzeża z boskim zachodem słońca ♥ ale jak to bywa z czasem, który nieszczęśliwie się nie rozciąga, zdjęcia z marca wylądują na blogu w kwietniu. Sorry. 



Wróżka (och ta wróżka!) z różowych drzwiczek dostała kolejny list. List - prośbę. Do której się dołączyłam, bo też bym chciała od czasu do czasu sobie tak zniknąć i poszaleć z gwiezdnym pyłkiem ;) Isabelle niestety prośby nie spełniła - co jest rzeczą oczywistą, bo wróżką trzeba się urodzić. Cóż... smuteczek. 


Kolejny wypad nad ocean, ale od strony południowej, to historia z latarnią morską i wodą w kaloszach w tle. Kawa i herbata malinowa smakowały na plaży wybornie (zwłaszcza z muminkowych kubków).



Zaliczyłam przedbiegi z wielkanocnymi wypiekami (babką i chałką) a Blanka pomalowała już witrażyk z królikiem wielkanocnym i wycięła dwa koszyczki z pisankami. Chyba w każdej dzielnicy Dublina, skwery, parki i przydomowe ogródki zawładnięte zostały przez jaskrawożółte żonkile. Żółte dywany i zielona trawa - po prostu wiosna!


W marcu, zmieniliśmy nasze plany wyjazdowe i ekspresowo podjęta decyzja doprowadziła do tego, że za miesiąc będziemy się pakować w podróż do Francji. Przebieram nogami z radości, układam listę miejsc i modlę się o słońce, które tak bardzo, ale to bardzo chciałabym mieć tam za towarzysza. 
A w przedostatnim dniu miesiąca, stała się rzecz długo wyczekiwana przez Blankę - zaczął się (nareszcie!) ruszać ząb. Kto wie, czy to właścicielka ruszającego się zęba nie rozhuśtała go swoimi rączkami. Ale to w ogóle nie istotne. Tak bardzo na to czekała, że teraz co chwilę sprawdza jak sytuacja się ma ;) Najśmieszniejsze było stwierdzenie, że: "jak pojedzie do Cioci Madzi, to Louis jej NA PEWNO NIE POZNA BEZ TEGO ZĘBA". Także tak. Na pewno. 

1 komentarz:

  1. Trwaj chwilo trwaj, chciałoby się powiedzieć. :)

    OdpowiedzUsuń