Łańcut po królewsku / Muzeum - Zamek w Łańcucie #TRAVELwithKIDS

10:08 oh rainy day 2 Comments


To jedna z najpiękniejszych rezydencji magnackich w Polsce.  Należąca początkowo do rodu Pileckich i Stadnickich, zniszczona na początku XVII wieku i na powrót odbudowana już przez nowego właściciela Stanisława Lubomirskiego stała się nowoczesna rezydencją "palazzo in fortezza". Zamek zyskał wówczas sucha fosę, szańce i 80 dział. Cały wiek później, ówczesna właścicielka Izabela z Czartoryskich Lubomirska przekształciła twierdzę w zespół zamkowo - parkowy. Końcem XIX wieku, nastąpił kolejny, trzeci wielki remont zamku. Tym razem z polecenia Romana Potockiego - kolejnego właściciela. Zostały dobudowane stajnie, łazienki i wodociągi a także centralne ogrzewanie. Elewacja budynku przybrała nowy, neobarokowy styl. I tak tez podziwiamy go dzisiaj. Stajnie i wozownie również zasługują na uwagę. Zgromadzono w niej ponad 120 bryczek i pojazdów konnych z okazałym, bogato zdobionym karawanem.




Za czasów Izabeli Lubomirskiej powstała tu biblioteka i spektakularna sala balowa z pięknym niebem na suficie, teatrzyk i Apartamenty Chiński i Turecki. Ulubionym kolorem księżnej był kolor niebieski i już za życia nazywano ją Błękitną Markizą. Historia głosi, że została na zamku do dzisiaj i znaleźli by się szczęśliwcy, którzy ją spotkali w czasie zwiedzania - w błękitnej krynolinie i białej, pudrowanej peruce. 

Elżbieta Potocka urządziła piękny ogród Włoski i rozbudowała teren wokół zamku o park. Wtedy zjeżdżali się tu najznamienitsi przedstawiciele rodów arystokratycznych z Europy. 

W maju, od wielu lat urządzane są festiwale muzyczne a sala balowa gości u siebie wybitne osobistości. 5 okazałych żyrandoli zdobi i migocze na niebiańskim suficie. Jest bardzo bogato. 

Niestety my zdążyliśmy zobaczyć tylko zamek, powozownię i oranżerię. Od tego roku, zwiedzać można również II piętro zamku. Na następny raz, została nam storczykarnia i budynek ze zbiorem ikon. 






















A teraz z grubej rury.

Trafić do Łańcuta trudno nie jest. Nawigacje, GPS-y, to wszystko znajdziemy w każdym smartfonie. Trudności zaczynają się później. Wjeżdżamy do miasta i chociaż jest środek tygodnia, pora roku mało atrakcyjna na wycieczki i zwiedzanie, ciężko zaparkować. Po chwili parkujemy i kierujemy się w stronę Zamku. Kuba "koniec języka za przewodnika" spytał ochroniarza (?) o to gdzie możemy zakupić bilety. Okazuje się, że gdyby nie wskazówka, zrobilibyśmy dwie rundki do i z zamku, bo bileciki, to w całkiem innym budynku. Także szczęśliwi - bo poinformowani, ale zniecierpliwieni - bo późno, wychodzimy poza teren zamku. Przechodzimy na drugą stronę ulicy i w osobnym budynku (dawny maneż) kupujemy - nareszcie - bileciki. Pani siedzi za szklaną szybą, ledwo co ją słychać (ale można sobie przeczytać, dużo do czytania, długo się czyta, polecam przygotować się w domu jakie bilety chcemy). Zwiedzanie głównego budynku Zamku i Wozowni odbywa się wyłącznie z opieką przewodnicką (za wyjątkiem poniedziałków - wstęp za FREE). I tu mamy do wyboru dwie możliwości - pracownika kompleksu zamkowego, który osobiście nas oprowadza lub wirtualnego. Wybieramy tę druga możliwość, ale o tym za chwilę. Z bilecikami udajemy się z powrotem do Zamku. Park i ogrody okalające główny budynek zaczynają się zielenić, nad nami błękitne niebo i przed nami - nareszcie -niezaprzeczalnie jedna z najpiękniejszych, dawnych rezydencji magnackich w Polsce. 

W zamku udajemy się do szatni i tam dostajemy pakiet startowy. Zawiera on sprzęt audio (to właśnie ten nasz wirtualny przewodnik) a może i video, pomocnicze zdjęcia też się znajdą. Dostajemy instrukcje co do obsługi, dzieci dostają dodatkowe słuchawki, które opiekun podpina do swojego sprzętu. Cały system jest świetnie dopracowany. Na nagraniu dostajemy polecenia w którą stronę kierować głowę i co jest w danym pomieszczeniu najciekawsze i istotne (na wszelki wypadek na wyświetlaczu pokazuje nam się zdjęcie). Mnóstwo informacji, ciekawostek, dobrze się słucha. Gdy lektor skończy, swobodnie możemy się jeszcze porozglądać - nie musimy biec dalej. Przemieszczając się naprzód, sprzęt sam się aktywuje i dostaniemy następne historie, dokładnie o tym wnętrzu w którym się znajdujemy. Wszystko super. Dopasowujemy sobie zwiedzanie do swojego własnego tempa. Polecam!

Dodatkową rzecz, którą dostajemy przy szatni, to OBOWIĄZKOWE kapcie muzealne, o które toczy się jakaś bezsensowna wojna. Wątpliwej urody kapcie, zakładają wszyscy z wyjątkiem małych dzieci i mam noszących te i jeszcze mniejsze dzieci. Jest w nich mega ślisko i trzeba uważać. Obowiązek nie wziął się znikąd. To intarsjowane podłogi, które zdobią zamek "winne są" tego naszego dyskomfortu. To specjalna, bezklejowa technika układania drewnianych elementów na powierzchni podłogi. W zasadzie ta technika używana była do zdobienia mebli, jakkolwiek właściciele Zamku zażyczyli sobie podłogi właśnie w takim zdobieniu. No i brawo - tym sposobem Łańcut może się poszczycić najciekawszymi w Polsce i do tego zachowanymi w stanie oryginalnym. W całości. Czy naprawdę jest się o co kłócić? 

Kolejny "problem", na który mogą napotkać turyści, to - ponoć - zakaz fotografowania. Na stronie www, czytamy w zakładce przepisy porządkowe, że: "Zabronione jest filmowanie oraz wykonywanie fotografii", jednak dalej w rozwinięciu czytamy: że możemy, filmować i fotografować do celów prywatnych, pamiętając o podstawowych zasadach - jak to w każdym muzeum. Zagłębiając się w temat, w internecie aż huczy od tych irracjonalnych pomysłów w łańcuckim zamku. Wpisy na trip advisor, innych turystycznych portalach lub na prywatnych blogach - jest ich cała masa. Ponoć przewodnicy zakazują robienia zdjęć we wnętrzach i tyle. Ja o takim przepisie usłyszałam dopiero teraz, przygotowując ten wpis. W czasie zwiedzania, poczynając od szatni, w której się całkiem rozpłaszczamy, nasze aparaty są widoczne. Nie jakieś małe cyfrówki, czy aparat w telefonie. Mamy lustrzanki - ja i mój tato. Mamy je na szyi, z dużymi obiektywami i nawet nie wpadamy na pomysł chować ich pod swetrem - bo i po co? Zaczynamy zwiedzanie - przy każdym kolejnym wnętrzu, spotykamy pracowników muzeum. Po prostu pilnują porządku, ewentualnie pokierują, pomogą przy audio przewodniku. Krążymy z aparatami i swobodnie robimy zdjęcia. Nikt ani razu nie zwrócił nam uwagi, panie po prostu były i poza tym nie mam na ich temat do powiedzenia nic więcej. Ten wpis ma oczywiście na celu zachęcenie do wybrania się na wycieczkę w to niesamowite miejsce. Ale głównym celem (patrz notka na stronie głównej - O MNIE) to zachowanie wspomnień na przyszłość. Jak wiadomo pamięć jest zawodna - a my mamy ten blog i chcemy mieć tu i te zdjęcia. Warto zaznaczyć, że regulaminowy zakaz robienia zdjęć w muzeach jest niezgodny z prawem. Należy jedynie zachować zdrowy rozsądek i nie przeszkadzać innym zwiedzającym. No i sztandarowa zasada w muzeach - bez lamp błyskowych. 


Mapa kompleksu zamkowo - parkowego pochodzi ze strony www.zamek-lancut.pl (tu widać to rozstrzelenie w terenie budynków, warto się zapoznać z nią przed wyprawą)


Ceny i dni otwarcia muzeum znajdziecie tu KLIK








2 komentarze: