#instagram #january_memories_2017

00:02 oh rainy day 1 Comments

Właśnie się kapnęłam, że w tytule napisałam 2016 rok, tak mu się tutaj dobrze siedziało. Tak też i ja sobie siedzę. Jeśli nie w ubiegłym roku, to na pewno na początku miesiąca. Czas leci tak szybko, jak ten wiatr co za oknem wywraca drzewa. Luty zaczął się nam wichurami i sztormem na morzu. Przełom dwóch pierwszych miesięcy roku, jest na wyspie najgorszy. W prognozach pogody ciągle deszczowe chmury a pomarańczowy status ostrzegawczy dla żeglarzy prawie w ogóle nie znika. W czasie nawałnicy, obwodnica Dublina ledwo zipie. Co ciekawe, mimo przyzwyczajenia do tych w zasadzie całkiem normalnych warunków o tej porze roku w Irlandii - kierowcom odbija i nagle nie potrafią jeździć w deszczu. Styczeń zleciał jak z bicza strzelił, w internecie, blogu i ig mam małe zaległości. Ale nie znaczy to, że były same nudy ;) Nadrobiłam kilka książek, a wieczory zamiast przy kompusiu, spędzałam czytając pod cieplutka kołderką. 




Rok rozpoczęliśmy kibicowaniem naszym skoczkom, co Blanka czyniła bardzo entuzjastycznie i w komplecie z głośnym "Kamil! Kamil!" i "Piotrek! Piotruś!" rysowała ich z nartami, kaskiem i wąsikiem (takim trochę hitlerowskim, no ale jak to bez zarostu rysować, jak zarost Piotrek miał?). Kibicowaliśmy już później co weekend i przypomniały się stare czasy z krzyczącym z tv Szaranowicz "leć Adam leeeć!"


Zimowy spacer nad morzem udał nam się wybitnie i to x2, trafiliśmy w bezdeszczową lukę a i wiatr nas oszczędził. Wpływające do portu promy falowały płaska taflę zatoki dublińskiej i taki trochę smuteczek, bo chętnie byśmy popłynęli w jakiś nawet całkiem niedaleki rejs ;) Jeśli tylko świat się nagle nie skończy, to w wakacje uda nam się to zrealizować. 



Podczas gdy Blanka łapała swój strzelający popcorn i oglądała z przejęciem Harrego, ja kleiłam ptasie skrzydła (które już dawno powinny wylądować na blogu - sorry - czas! i same ciekawe książki!) Skrzydłami Wam chociaż zamachamy.


W tak zwanym międzyczasie ( i na 5 minut) skoczyliśmy na północ i popatrzyliśmy na latarnię morską St John's Point w Killough. Ładna była i na całkowitym wygwizdowie. 



Po szkolnej wywiadówce, unosiliśmy się 10 cm nad ziemią i rozpierała nas duma. 
A tak już na koniec, to ciągle nie mogę się oprzeć tym małym bucikom. Jak to mówi Blanka "awww that's so cute!"


1 komentarz: