O jedzeniu w nocy, truskawkowym ciescie i morelowej Dziewczynce ♥ Lato!

22:33 oh rainy day 2 Comments


Jest 1:06 w nocy. Nie jadłam nic od 7 godzin, więc głodna jestem bardziej niż bardzo. Zawsze w takim momencie (prawdopodobnie leżę już w łóżku z tabletem) choćby nie wiem co, zaczynam przeglądać internet w poszukiwaniu żarcia. Takiego mega zajebistego, które zrobię sobie jutro i na pewno będzie równie smaczne co na zdjęciu, Kuba będzie prosił o dokładkę a Blanka będzie podskakiwać z radości że "coś tu pięknie pachnie". Ot marzenie. Pinterest ratuje mnie w tej sytuacji wyśmienicie. Ślinie się do obrazków, czytam składniki i robię listę zakupów. Jestem jeszcze bardziej głodna. Te wszystkie potrawki z ciecierzycy z curry, łososie w sosie Teriyaki i foccacia z gorgonzolą i karmelizowana cebulą... czujecie to? To od razu pachnie. Myślami siekam już tą cebulę, marynuje łososia i namaczam ciecierzycę o 1:06 w nocy, żeby była na jutro gotowa. W sumie to na dziś - jest po północy, a ja jestem nieprzytomnie głodna. Ślinianki produkują jeszcze więcej śliny i w tym momencie zaczynam się sama wyzywać od ostatnich, bo już jedną ręką jestem w lodówce. A jest 1:06 w nocy. No ale wróćmy do obiadu jutrzejszego, bo będzie taki zajebisty przecież. Będzie tak: Blanka powie, że ta cebula to ee ee raczej nie za bardzo, a tak w ogóle to gdzie jest kurczaczek? A Kuba dostanie zgagę jak to zje, więc może lepiej nie zje - tak na wszelki wypadek.
Zaczynam więc kalkulować czy mi się po prostu opłaca zrobić ten zajebisty obiad z Pinterestu albo jaka jest szansa, że wszyscy to coś dziwnego zjedzą. 
Ostatecznie, tak już na sam koniec mojej nocnej kulinarnej mordęgi, dochodzę ZAWSZE do tego samego wniosku. I to jest dokładnie to samo, co robi Blanka, a ja tak bardzo się na nią wkurzam. Chce ciągle to samo. Tylko że ja nigdy tego nie jem. A jadłabym na okrągło jakbym mogła.
Poproszę zestaw domowy z sobotniej jajecznicy mojego taty i grzanek z serem żółtym, jajkiem i ketchupem z patelni. Serek zgliwiały z kminkiem. W piątek chcę jajko sadzone z domowymi frytkami a frytek ma być bardzo, bardzo dużo. Koniecznie smażone w żółtym garnku z czerwonymi paskami (czy garnek jeszcze żyje?). W zimie chcę smalec ze skwarkami. Wiosną młode ziemniaki z koperkiem i młodą kapustę zasmażaną. Z koperkiem też. A w lecie wąsate kolby kukurydzy i bób gotowany z majerankiem, zjedzony z łupką. 
Najlepsze jedzenie jest tylko w domu. Tego nie powtórzę, bo jajecznice robi tato, wtedy to jest TA jajecznica. A kapustę robi mama i wtedy to jest TA kapusta. 
Jak sobie przypomnę już, że to o to mi właśnie chodziło, że foccacie to spoko, ale jednak to nie ten kulinarny odjazd, kończę te katorgi i zasypiam z domowymi kuchennymi zapachami, niemalże czując je tu, o 1:06 w nocy, w swoim irlandzkim łóżku.
Ich nie znajdę na Pintereście.

Wbrew pozorom, zdjęcia są również o jedzeniu. Blanka jest jak opalona przez letnie słońce morelka. Słodziutka! Ją jadłabym codziennie. Jogurtowe ciasto pochodzi niezmiennie od niezawodnej Dorotki. Pachnące truskawkami, mokre, idealnie czerwcowe.






2 komentarze:

  1. Czytam wzruszony tymi intymnymi kulinarnymi wspominkami. Oblizuję się na widok tych smakołyków, z jak najlepszej reklamy i podziwiam profesjonalizm fotografii. Myślę, że wkrótce posmakujemy. No nie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wspominam często, a na piąteczek planuję coś nowego :) Będzie czekało na Gości ♥

      Usuń