Laurka na Dzień Babci i Dziadzia 2019

Dla babci Grażynki, dziadzia Adama i babci Marysi, życzę wam bardzo fajnego dnia babci i dziadzia.

To życzenie jest dla dziadzia, że bardzo lubiłam się bawić w zatopione nie zatopione. I bardzo lubiłam jak mi czytałeś.
A to jest dla babci Grażynki, że bardzo lubiłam oglądać śpiewające fortepiany z tobą. I dziękuję za chodzenie na spacery z Figą.


A to dla babci Marysi, dziękuję za chodzenie na plac zabaw ze mną i Liwką i Laurą.


To tegoroczne laurki dla babć i dziadzia. Życzenia od Blanki też własnoręcznie wystukane na klawiaturze. Nie ma co już więcej dodawać. Kartki są tak śliczne, że zapisujemy je tu na blogu. A Wam kochani dziadkowie, życzymy morze radości i ocean zdrowia i do rychłego zobaczenia (w realu ;)

Teatr Rzymski w sercu miasta #Malaga2018

Umieszczony w samym sercu miasta, Rzymski Teatr zbudowany w I wieku przed naszą erą, jest najstarszym zabytkiem w Maladze. Leży u podnóża fortecy Alcazaba i został odrestaurowany oraz przygotowany do zwiedzania dla turystów. Za pierwszym razem tutaj nie udało nam się usiąść na 'widowni', tym razem tej przyjemności dostąpiłam ja. Ponoć w czasie letnim dostaje drugie życie i odbywają się tu koncerty i przedstawienia. To musi być niesamowite.
Usytuowany tak, że można go oglądać z ulicy. Stąd również widać to ciekawe połączenie charakterystycznej rzymskiej zabudowy (teatr) i hiszpańsko - mauretańskich fortyfikacji (wznosząca się nad nim cytadela). 
I kilka naszych zdjęć. W rzeczywistości jest piękniej niż na obrazkach. Jest cudownie ciepło. I pachnie jakoś tak inaczej. Takimi nagrzanymi murami miasta.















Alcazaba #Malaga2018

Dużo o Alcazabie, pisałam rok temu w tym poście KLIK. Więc nie będę się powtarzać, że miejsce jest warte odwiedzenia. Że te widoki na oświetlone śródziemnomorskim słońcem (w październiku równie mocno!) dachy miasta, port i La Farola, oraz okalające je góry są obłędne. Że te drzewka pomarańczowe i palmy, które wśród kamiennych murów cytadeli rosną sobie jak u nas jabłonki i takie rzeczy dzieją się w październiku, ba! - w grudniu też, a ciągle jesteśmy w Europie. To jest po prostu czad. 



Wstęp w niedzielę po południu (idealnie, bo celujemy w złote godziny) jest darmowy - chociaż wtedy darmowo obserwujemy też wielkie tłumy. Poza niedzielą i tak nie zapłacimy dużo, więc nie ma co się zastanawiać. Tym razem skorzystałam z obydwu opcji, raz z naburmuszoną Blanką, która wyjątkowo miała muchy w nosie a raz całkiem sama (z tym tłumem za to ;) Udało mi się nawet dojść do miejsca, w które nigdy wcześniej nie dotarliśmy, wypić w tym czasie z dwa litry wody (niegazowanej, czym sama się zdziwiłam bo nie znoszę tej "kranówy"), opalić ramiona (październik!) i wdepnąć (sandałki, sic!) w gigantyczne mrowisko - przyznaję, dawno mi się to nie przydarzyło. 

Teraz tak sobie myślę, że nawet jakbym musiała wdepnąć i w trzy mrowiska, żeby się tam znaleźć, zgodziłabym się od razu. No przecież!