Blanka ma 8 lat!

Mam wrażenie, że z roku na rok coraz bardziej chce mi się krzyczeć Ale jak to?! Tyle lat?! Powtarzać że czas zapieprza jak szalony a Ona jest coraz dłuższa.
Coraz wytrwalej i odważniej kłóci się o swoje. Co bardzo często doprowadza mnie do białej gorączki, a później sobie przypominam, że ja ... jestem dokładnie taka sama.
Pięknie śpiewa, z takim naturalnym wibrato, o które choćbym chciała się postarać wyjdzie jakbym robiła to dla żartu. Uwielbia drążyć dany temat tak bardzo, że ciężko ją zbyć byle odpowiedzią, bo chce mieć szczegóły i jak czegoś nie rozumie, pyta dalej. I dalej.
Pisze książki, choć ostatnio bardziej przypomina to scenariusz filmowy z podziałem na role. Ciągle uwielbia filmy z koniami w roli głównej. Spirit jest najulubieńszy, a piosenkę z czołówki tak pięknie śpiewa, że mogłaby mi ją śpiewać non stop cały dzień. 
Jedyne czego mogłabym sobie dla Ciebie życzyć, to niekończące się zdrowie. O całą resztę postaramy się my. 



Pumpkin Patch 2018, edycja słoneczna

Październik w tym roku jest takim miksem doznań, jak nigdy. Mieliśmy gorące lato w Hiszpanii i przymrozki w Irlandii, tylko odrobinę deszczu i piękne wschody i zachody słońca. Irlandio, czy to ty? Długie, słoneczne lato i początek ciepłej, bezdeszczowej jesieni sprawiły, że liście na drzewach są tak kolorowe jak nigdy. A omijające nas wichury i huragany nie pozrywały ich z drzew, co jest wyspiarską normą.
W ten weekend, dosłownie rzutem na taśmę wybraliśmy się - mam nadzieje, że to już będzie nasza tradycja - na farmę dyń. Ostatni świąteczny, Halloweenowy weekend był pięknie słoneczny, choć rześki, bo z porannymi przymrozkami. Bałam się, że z dyniowych atrakcji trwających cały miesiąc na farmie zostaną resztki resztek. Okazało się, że jest o niebo piękniej niż w roku ubiegłym. 



Po pierwsze - mogliśmy się obejść bez ubłoconych kaloszy. Po drugie - dynie wygrzewały się w słońcu, piękne, dorodne i soczyście pomarańczowe a nie jak poprzednio zatapiając się w błocie. W połowie były pomarańczowe, co dokładnie podsumowywało ubiegłe lato, które nie mogło się zdecydować czy być i trwać czy zupełnie nie. Zielony labirynt z kukurydzy w październiku, też o czymś świadczył. W tym roku było kompletnie inaczej tu KLIK post z roku ubiegłego do porównania, farma ta sama. Ususzona kukurydza trochę przerzedziła labirynt i je liście szeleściły pod butami. Zawsze jak patrzę na pola kukurydzy, czy to zielonej czy ususzonej jak ta dzisiejsza, mam przed oczami bujającą się huśtawkę i film "Znaki", ciarki mi przebiegają po plecach, chociaż w naszym przypadku jedyne co przebiega patrząc na kukurydzę, to tabuny dzieci z dyniami pod pachą. 

























Plaza de la Constitutión #Malaga2018

W czasach przed konstytucyjnych nazwany Placem Czterech Ulic - tu zbiegają się cztery główne arterie Centro Historico. Po proklamowaniu pierwszej hiszpańskiej konstytucji w 1812 roku przekształcił się właśnie w Plaza de la Constitutión. Dzisiaj jest tu gwarno i głośno. To jeden z największych i jak dla nas - najpiękniejszych placów w mieście, który tętni życiem i jest miejscem wielu wydarzeń. Tędy przechodzą wielkopostne procesje, odbywają się pokazy mody, a także śpiewająco obchodzona jest Fiesta Nacional de España. To ostatnie wydarzenie, udało nam się zobaczyć na własne oczy (a przede wszystkim usłyszeć!) właśnie tu, w jednej z najstarszych i najsłynniejszych kawiarni w Maladze - Café Central



Plac jest ogromny. Pierwsza rzecz, która przykuwa moją uwagę to  Marmurowe posadzki, które w zasadzie są wizytówką całego centro historico, natomiast tu, z racji przestrzeni lśnią w słońcu jak świeżo wypucowane. W tym przypadku dużo się nie pomyliłam - ostatniego dnia w drodze na lotnisko, jeszcze grubo przed wschodem słońca wyszło szydło z worka, bo posadzki rzeczywiście są szorowane, ale wtedy, kiedy miasto śpi. A zasypia chyba właśnie nad ranem, bo noce są głośne tak jak i dni i zabawy trwają baaardzo długo. 




Kolejnym zachwytem, chociaż już nie zaskoczeniem, były drzewka pomarańczowe, które swoją soczystą zielenią ożywiają marmurowo - ziemisty kolorystycznie plac, a wysokie palmy już tylko dopełniają ten egzotyczny widok. I mimo tego, że przewijają się przez niego tłumy, jest wyjątkowo czysto. Bez grama papierków albo wyrzuconych papierosów. No po prostu błysk. 



Połączenie tradycji i nowoczesności w jednym miejscu. Tu możemy wypić kawę w popularnej sieciowej kawiarni, kilka kroków dalej kupić nowoczesny ekspres kapsułkowy, żeby na sam koniec wylądować (po odstaniu swojego w kolejce na wolny stolik) w najstarszej kawiarni, która w tym samym miejscu znajduje się już od przeszło wieku. Nie wiem jak to miejsce wyglądało wiek temu, ale prawdopodobnie środek kawiarni nie wiele różni się od tego, co było kiedyś. Retro pełną gębą. Kelnerzy zaserwują nam jedną z kilkunastu rodzajów kaw, a nazwa każdej z nich jest wymyślona i znana tylko w Café Central Málaga. Podejdzie do stolika, dosłownie zrzuci z tacy filiżanki i na naszych oczach naleje spienione, gorące mleko do filiżanki z zaparzoną kawą. Warto tu przyjść. My siedzieliśmy ze trzy razy, czwarty sobie odpuściliśmy, bo tym razem stać nam się nie chciało, a stać w kolejce na wolne stolik jak widać trzeba nawet i w październiku. Do dzisiaj czuję zapach kawy i ten cudowny klimat. Z tą różnicą, że zamiast hiszpańskiego słońca grzeją nas teraz kaloryfery. 






11 października w naszą dziesiątą rocznicę ślubu, wylądowaliśmy ostatecznie tu. Nie pamiętam która to była godzina, w każdym razie późno wieczorem. Ulice przez cały dzień przystrajane były hiszpańskimi flagami a my ciągle nie wiedzieliśmy o co chodzi. Okazało się później, że to zasługa Kolumba. Fiesta Nacional de España jest świętem narodowym i upamiętnia odkrycie Ameryki. W Café Central, przy jednym stoliku siedzieli panowie, cali na czarno, każdy z instrumentem i śpiewem na ustach. Tak pięknie grali i śpiewali, że to był jeden z najprzyjemniejszych wieczorów w czasie naszego całego pobytu w Maladze. Fiesta Nacional de España zaczął się po prostu już wieczór wcześniej.












Na moim instagramie tu KLIK pod opisem profilu w wyróżnionych relacjach 'Malaga2018' jest pocztówka dźwiękowa właśnie z tego miejsca. Na pamiątkę. Ale na żywo, to dopiero było cudownie, nóżka sama się bujała ;) 
Dzisiaj kilka zdjęć z kilku różnych dni, właśnie z Plaza de la Constitutión. Tuż po deszczu, kiedy posadzka była mega śliska i spacer przypominał jazdę na łyżwach, za to jej kolor się zmieniał na bardziej intensywny. Później pięknie błyszczała w podeszczowym słońcu. Albo w czasie kiedy niebo było idealnie niebieskie a leciutko falujące palmy ciągle przypominały że jeszcze trochę lata nam się dostało. Było pięknie!