Ogrody Tivoli i Jarmark Bożonarodzeniowy ♥ Obowiązkowa pozycja na grudniowy city break

 Chciałabym napisać coś mądrego, ale nic mi nie przychodzi do głowy. Bo było po prostu wspaniale. Było przepięknie i magicznie. Taki Winter Wonderland jak śpiewał Dean Martin. Wybrać się na jarmark bożonarodzeniowy, od zawsze było moim marzeniem. Taki z grzanym winem, karuzelami, chatkami przystrojonymi w świąteczne gałązki i cukrowe laski. Ale taki idealny, bez tandety, za to na bogato, z milionem wszystkiego, co tworzy ten niesamowity klimat.


 Rozgrzewający gløøg w świątecznym kubeczku, ze słodkimi, mięciutkimi rodzynkami i migdałami, który rozgrzewał zmarznięte ręce i smakował jak nigdy przedtem, to pozycja obowiązkowa. Czekałam na to tak bardzo! Kubeczki obowiązkowo wróciły z nami do domu. Złote światełka rozświetlały pochmurne kopenhaskie niebo i już nawet tak bardzo nie przeszkadzał padający, mokry śnieg i przenikliwe zimno. A wieczorem, zrobiło się jeszcze piękniej.


 Ogrody Tivoli, na czas świąteczny, zostały przyozdobione w 70 tysięcy kolorowych, błyszczących bombek i milion, migoczących światełek - tak sami piszą. W samym centrum parku, stoi stara, dymiąca lokomotywa, a zaraz koło niej, wielka 12-metrowa choinka, wokół której przejeżdżają małe, zabawkowe pociągi. Magia! Ale wystarczy się obrócić, żeby przed oczami mieć kolejną, idealną, olbrzymią choinkę, która zdobi plac przed hotelem Nimb, a ozdobiona jest w 3 tysiące migoczących kryształków Svarowskiego. Wielka płacząca wierzba, obok jeziora to kolejne piękne miejsce. Tylko tym razem, wierzba płacze tysiącami światełek, a my płaczemy z wrażenia. 



 W tym roku, jarmark bożonarodzeniowy i zimowo - świąteczny nastrój został stworzony w Tivoli po raz 25.

 Nie będę opisywać historii parku - to już zrobiłam 4 lata temu tu KLIK. Tym razem moim towarzyszem była przyjaciółka i w parku, czułyśmy się jak małe dziewczynki. Zachwycone wszystkim i chcące wszystkiego. Chociaż patrząc na prawdziwe, małe dziewczynki, zdecydowanie brakowało nam tej odwagi, którą one miały. Każdy, kolejny gløøg dodawał nam po dwa punkty, do puli z napisem odwaga, aczkolwiek mimo wspomagaczy - nie udało nam się zaliczyć wszystkiego.

 Nie zmienia to faktu, że namawiając się nawzajem na kolejne "wcale nie tak strasznie wyglądające" atrakcje, wyszłyśmy ze swojej strefy komfortu, kilka razy, do tego - dosłownie na trzęsących się nogach. A widok dzieci, które wypadały z bramki wyjście do bramki wejście po kilka razy z rzędu, był szczerze imponujący. Zero strachu, czysta euforia. Owszem pisk i wrzask w trakcie, ale chyba dlatego, że tak trzeba ;)


Zdecydowanie polecam odwiedzić park w sezonie świątecznym. Jest extra zimno, ale warto. Koniecznie trzeba zaopatrzyć się w grube kurtki, rękawice, czapki i szaliki - serio, obowiązkowo. fakt, adrenalina nam dodaje na chwilę napadów gorąca, ale to szybko mija i robi się nieprzyjemnie zimno. A tu krążymy i krążymy i żal wychodzić. Nam to zajęło kilka dobrych godzin. W grudniu szybko robi się ciemno, ale to nawet lepiej. Atmosferę wtedy robią miliony światełek, których nie ma na przykład w lecie. Jest kilka atrakcji, jak Star Flyer, czyli wielka 80-metrowa, łańcuchowa karuzela, z której widok na cały park i Kopenhagę jest imponujący. Miałam lekki stres z moim lękiem wysokości, ale kręcąc się już na samej górze jest wspaniale. Gdyby nie wiatr i siąpiący deszcz, zrobiłabym to drugi raz. Na bank.




Odnośnie deszczu. Niektóre atrakcje mogą zostać wtedy zamknięte. Można rozważyć kupno samej wejściówki do parku i później pojedynczych biletów na atrakcje, ale wierzcie mi, warto kupić tour pass. Może się okazać, że na jednym rollercoasterze będziecie chcieli jeździć jak te dzieci. Raz za razem. A wtedy pokazujemy tylko opaskę i śmigamy do woli. Mega warto. Myśmy tak jeździły, jak te dzieci.


Bilety na wszystko można kupić online. Wybieramy konkretną datę, a kupić je możemy najpóźniej do 3 dni przez wizytą. Wtedy dostajemy 10% zniżki.  I te 10% to dokładnie jeden gløøg na rozgrzewkę (albo odwagę). Więc warto przemyśleć ;) Na różnych stronach straszą, że do parku są mega kolejki, do atrakcji to samo. Nam nie zdarzyło się stać ani w tej ani w tej kolejce. Wszystko było mega sprawnie, nie było extra tłumów, ale może dlatego, że park na początku grudnia jeszcze nie jest tak oblegany. To chyba kolejna rada, lepiej się tu wybrać początkiem grudnia. 

Mam nadzieję, że te zdjęcia pięknie wprowadzą świąteczny nastrój na blogu. Ja zaraz zrobię swój domowy gløøg i po raz setny do nich wrócę. A później sto pierwszy :)