Kupmy sobie jesień. Moja lista osobista na ładną jesień. Prosto ze sklepu ;)

Każda zmiana pory roku wymusza na nas nowe zakupy. Albo brakuje butów, bo sandałki z poprzedniego roku za małe, albo znoszone. Albo kurtki, która swoje przeżyła, ale kolejnego sezonu już nie chce. Albo kalosze z których mała nóżka z roku na rok wyrasta. Za to jesień ma jeszcze jedną, dodatkową, bardzo istotną potrzebę. W te wszystkie szarobure dni, kiedy na spacery nie ma się ochoty, albo możliwości, bo ulewy, wiatry i huragany (to u nas), to takie zakupy, są nie tyle co potrzebą ale terapią. Zwłaszcza, że jesienne kolory dodają energii i trochę rozbudzają z tej szaroburości (owszem, nie ma takiego słowa, wiem). 

Inaczej się je z miodowego talerza i pije z różowej filiżanki, a jak małżonek i dziecko ma do kompletu inny, równie kolorowy to robi się od razu weselej. Bo kto powiedział, że wszystkie talerze i kubki muszą być w 1 kolorze? Tu oczywiście H&M Home, którego tak bardzo mi brakuje stacjonarnie. Chociaż nie powiem, od jakiegoś czasu to raczej zakupy online wolę. 
A położone na lnianym (o matko, jak ja lubię wszystkie te lniane szmatki!) obrusie, to już jesień pełną gębą! Jeszcze tylko brakowałoby na stole wazonu z polnymi kwiatami. Też H&M Home

Ale wyjdźmy już z kuchni, po jedzonku, to najlepiej chillout, co? Moje umiłowanie do mało pstrokatych rzeczy ciągle trwa. Chociaż nie ukrywam, babcine kwiaty i róże są nadal moją wielką miłością - niekoniecznie miłością Kuby. Ciemnozielona, gładka pościel na jesień, jest idealna i dla mnie i dla Kuby. Ładny ten kolor, co? No i? Znowu H&M Home. 100% Cotton - najważniejsza rzecz.

A jak leżeć, to i pachnieć. Ostatnio wypsikałam już prawie wszystkie swoje buteleczki. Ciągle kusi Narciso Rodriguez, ale cena zabija. Tu mam coś równie przyjemnego (no ok, nie AŻ tak), jesiennego z piękną nutą śliwki i piżma - maj low -  to DKNY Golden Delicious

Golden Delicious, to i golden paznokietki. Nigdy nie wybrałabym brokatowych lakierów, ale ten złoty od Semilac na instagramowych kwadracikach wygląda kusząco i kusi mnie żeby sobie taki zrobić. To 260 Platinum Light Gold.

Szal z naszej rodzimej Avoca, ładna ta kratka, zielonkawa i spokojna. 100% wełna Merino, więc na pewno cieplutki. Tym razem cena nie jest zabójcza, więc kusi mnie bardzo. 

Plastikowe, duże kolczyki, to był hit tego lata i w jesiennych kolekcjach nadal je widzimy. Fajne te kolory, ciężko się zdecydować na jedne. Te są z Zary.

Od jakiegoś czasu cierpię na wielki brak torebek. Mam dwie malutkie, które mieszczą ledwo telefon, klucze do domu i chusteczki do nosa. Ale coś większego by się przydało. Bardziej sportowego, na co dzień i takiego do sukienki, lub botków. Tu jesienna wersja shopper bag. Pikowana, w jednym z  moich ulubionych jesiennych kolorów - ciemny wrzos. Duża, na zamek i ma małe kieszonki w środku. Idealnie. No i kto mi ją kupi? To polski Reserved. Na stronie internetowej Reserved można się zgubić, dużo więcej rzeczy niż kiedyś. Duży plus!

Ostatni must have to ♪♫ Płyta nie jest nowością. Owszem, wyszła na początku tego roku, ale ciągle gra i ciągle uwielbiam. Ale jakoś najbardziej uwielbiam na jesień. Zwłaszcza, że dziewczyny mają takie jesienne głosy. First Aid Kit 'Ruins'.
Jak klikniecie w nutki, tam najnowszy teledysk dziewczyn i piosenka ze wspomnianej płyty. Oj bardzo ♥


Pięknie planuje się dziewczęce, jesienne stylówki. Oczami wyobraźni widzimy te złote liście i skaczące dziewczę w zwiewnej sukieneczce i pięknych trampeczkach. A później przychodzi taki wrzesień, WRZESIEŃ! z temperaturą odczuwalną -3 w nocy i 13 w dzień, z wichurami i deszczami i sukieneczki pozostają w sferze marzeń, a ty się bujasz w dżinsach i kaloszach. EWRIDEJ. No ale nadzieję trzeba mieć. Buty i sukienusia (ale ona milutka w dotyku) Zara Kids.

Ale żeby nie tylko w dżinsach latać, jest coś, co mi przypomina moje dziecięce czasy. Sztruks. Jak byłam mała, miałam je chyba co jesień/zimę. Bardzo je lubiłam. Widzę, że wracają i to w różnych kolorach. A sztruksowy kapelusik, na tą przejściową porę też jest całkiem słodki, trzeba tylko uważać, żeby nie zwiało nam go z głowy, bo będzie gonitwa a nikt nie chce przecież się zmęczyć na spacerze, prawda? Komplecik też z Zara Kids.

Teraz kolejny komplecik, którego wspólną cechą jest zamek. Wyszło całkiem przypadkiem. Biuro detektywistyczne Lassego i Mai i ich nowa część 'Tajemnica Zamku', no nie powiem, zaświeciły się Blance oczy. Bardzo lubi te dziecięce kryminalne zagadki ;) A drugi zamek to oczywista oczywistość, zwłaszcza dla fanów Harrego. To Hogwart z Lego, och jak bardzo i ja bym chciała go mieć :D. To chyba będzie pierwszy prezent na zbliżające się urodziny Blanki. Raczej na pewno. 

W zestawieniu jest jeszcze mysz kosz, która jest super odmianą przy tych wszystkich plastikowych pudłach na szpargały. Zara Home.
A skarpet to chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. To Many Mornings, w jesienne gruszeczki. Jesień potrafi być piękna. Choćby na skarpetkach. 



Teraz będzie troszkę zwiewniej, niż w pierwszym kolażu. I chociaż znalazł się tu kocyk i skarpetki (tak, tez Many Mornings) z misiami i miodkiem ♥ a kocyk w piękną ... panterkę z frędzelkami? Tu H&M Home.

To będzie też piękna szmizjerka (z kieszeniami!) z Reserved w mega kolorze. Torebka, której workowy krój powraca co kilka sezonów. Ta jest z zamszu, nie za mała, nie za wielka. Idealna. Zara

Jest też bardzo modne lustro - tak modne, no ale przyznajcie, że prezentuje się całkiem super. Takie bambusowe słońce na te jesienne dni. Zara Home

W tamtym roku myślałam o klasycznych UGG, ale jak je przymierzałam, a zrobiłam to z jakieś 20 razy, to zawsze mi coś w nich nie pasowało. Nie wiem sama. Te są z tej samej firmy, również z futerkiem w środku, ale jednak estetycznie bardziej mi podeszły. Coś tak jakby zamszowe botki/chelsea boots. Bardzo mi się podobają.

A jak już zostawać w domu w deszczowe, ciągnące się w nieskończoność dni, to można sobie zrobić małe energetyzujące zapachem domowe SPA. Z olejkiem do masażu od Yves Rocher o takim zapachu, ale taaakim, że oszaleć można - Mandarynka & Cytryna & Cedr. Ten właśnie Cedr to tak pachnie, że kocham. Szkoda, że w Irlandii nie ma YR, ale w listopadzie przywiozę na pewno. 

Termos, chociaż w mało jesiennych kolorach (ale za to w moim ulubionym różu) na coś ciepłego, rozgrzewającego. W trasę. Riffle Paper Co. U nich to wszystko by się kupiło. Każdy. Jeden. Pojedynczy. Ołówek. 

Kolczyki. Z tego sklepu kupiłabym większość. Bo są super śliczne. Delikatne jak te złote dłonie, ale też pełne, perłowe, drewniane, obłędne. Tu sklep - Kajo Jewels


I to by było na tyle.

Żartuje.
Chciałabym kupić wiele, wiele więcej. 
Ale chyba każda z nas tak ma, co nie?

Jesień. Sztorm i Wodospad Powerscout

Na tą jesień cieszę się w równym stopniu co się boję. Pierwsze tygodnie września pokazały, że może być pięknie i słonecznie. Liście, które zaczynają się coraz bardziej zażółcać i dorodne kasztany zbierane na spacerze to ta fajna strona jesieni. Zachody słońca, jak ten tu KLIK są przepiękne i kolorowe jak nigdy. Mimo, że dzień krótszy, a wieczorem kurtka jest już obowiązkowa, mimo że wracamy do domu zmarznięci, to earl grey z cytryna robi robotę. 


Wczoraj pierwszy raz w tym sezonie zawitał na wyspę huragan i mieliśmy pomarańczowy stopień zagrożenia. I chociaż trwało to tylko dobę, połamane gałęzie, ulice pełne liści, odwołane samoloty, dziesiątki tysięcy domów bez prądu świadczą o tym, że było grubo. Mam wrażenie, że zaczęło się szybciej, niż w roku ubiegłym. Dzisiaj już jest spokojnie, ale widać to pobojowisko, jakie zostawił po sobie sztorm Ali. 

Żeby nie kończyć katastroficznymi wizjami irlandzkiej jesieni, kilka kadrów z Wicklow. Tym razem nie same góry, ale ukryty w nich wodospad. Wodospad Powerscout, to najwyższy wodospad w Irlandii. Znajduje się w przepięknym miejscu, 40 kilometrów na południe od Dublina. W ciepłe dni, wodospad jest bardzo spokojny, za to po ulewnych deszczach i w jesienno-zimowym sztormowym okresie, przybiera na mocy i wygląda całkiem groźnie. Wodospadem leci mała rzeczka Dargle, która zmienia się w rwący potok po wspomnianych ulewach. Tym razem, rzeczkę przeskakujemy po kamieniach. To miejsce jest pełne pięknych ścieżek na spacery, pachnie tutaj ściółką leśną, co od razu przywołuje wspomnienia z wycieczek w polskich Tatrach. Tym bardziej, że małe krzewinki miedzy drzewami pełne są jagód. W zasadzie, to pełne były jagód ;) Dla odważnych i zaopatrzonych w odpowiednie obuwie, to idealne miejsce do małego wspinania i podziwiania wodospadu z góry. 







Najwięcej zdjęć, jakie robią turyści, to te przy samym wodospadzie. Ciekawa jestem, czy po wielkich ulewach, gdy delikatnie pluskający wodospad zamienia się w ścianę rwącej rzeki też znajdą się odważni do selfiaczków z wodospadem. Moim zdaniem, jednak  najlepsze zdjęcia zrobimy oddalając się trochę od niego samego. 





Za wstęp na teren parku musimy zapłacić. Ale warto, bo wszystko jest tutaj świetnie zorganizowane. Miejsca na barbecue i pikniki - wszystko dozwolone. Jest plac zabaw dla dzieci, bar z kawą i przekąskami, oraz toalety. Owszem, te dzikie tłumy w lecie skutecznie odstraszają, więc kto może, niech wybiera ten mniej popularny turystycznie czas. A dla turystów, no cóż... w lipcu pod wieżą Eiffela i pod Koloseum też są tłumy ;)


My, na nasz mini piknik zabraliśmy przepyszne i powtarzane przeze mnie co jakiś czas cebulaki. Najbardziej smakują mi właśnie na jesień. Chyba też w takiej scenerii prezentują się najlepiej, co nie? Niezawodny przepis jest z kwestii smaku, tu KLIK. Chyba już to kiedyś pisałam, ale najważniejsza tu jest cebula, która nie może być inna, niż tylko sparzona wrzątkiem i macerowana w oleju przez noc, a nie smażona! To jest klucz do sukcesu idealnego cebulaka. W takim razie polecam i życzę smacznego, przepis - prościuteńki! 

Korona na jesień. Wianek z jarzębiny 2018 • autumn vibes

Tradycja wianków - tak, to już tradycja - trwa u nas od pięciu lat. W tym czasie, oprócz zjawiskowej jarzębiny, baaardzo jesiennej, pojawiły się też wdzięczne goździki (której chyba najlepiej z całej tej wiankowej przygody współpracują przy zaplataniu) oraz Sakura, czyli te przepiękne, bladoróżowe drzewa, które całymi alejkami kwitną na wiosnę. Na Wielkanoc, pojawił się też modrzew, a w maju - obowiązkowo bez. To był nasz pierwszy raz z bzem, myślę, że mega udany i na pewno do powtórki za rok. 


Jak przypominam sobie pierwszy jarzębinowy wianek (2014 rok) i pucułowatą buzię Blanki to aż się wzruszam. Zdjęcie było robione miesiąc przed Jej urodzinami i chwilę po tym, jak pierwszy raz poszła do przedszkola. Dokładnie parę dni przed naszym wyjazdem do Francji.  Była wtedy taka przejęta, nie chodziła, tylko podskakiwała z nóżki na nóżkę cały spacer. 

Kolejny jarzębinowy wianek* (2016 rok) zbiegł się w czasie z pierwsza wycieczką promem do Walii. Wtedy też pierwszy raz (dużo tych pierwszych razów przy wiankach ;) pokręciłam Blance włosy w drobniutkie warkoczyki i po ich rozpuszczeniu miała piękne, gęste sprężynki. Wianek był dorodny, gruby, a zdjęcia robiłyśmy przy plaży w Portmarnock. 

Rok później (2017), kolejna plaża i kolejny wianek. Tu również był pierwszy raz, bo dzień wcześniej zrobiłyśmy Blance (szkoląc się na YouTube :D ) grzywkę. Tak bardzo wymarzoną, że dłużej już nie mogłyśmy czekać. Wianek z grzywką to nowość, do tego zdecydowanie bardziej dorosła buzia Blanki.

W tym roku... no cóż, oryginalnie nie będzie - kolejna nowość, kolejny pierwszy raz. Wianka na krótkich włosach jeszcze nie było. Wakacyjna fryzura doczekała się korony - wypadło na jarzębinowy sezon. I choć lato było przepiękne, ciepłe i zaskakująco miłe, wieczór z wiankiem był chłodny i wietrzny. Blanka skończyła z czerwonym nosem i bardzo szybko uciekaliśmy (a szkoda!) z tego najpiękniejszego miejsca do oglądania zachodu słońca - najwyższego punktu na Półwyspie Howth. Dookoła nas, rosły dosłownie dywany fioletowych wrzosów i żółty kolcoliost. Obydwa mega popularne w Irlandii. Całość robiła niesamowity klimat. Fajnie, że trafił nam się taki piękny zachód, bo później cały wieczór i noc deszcz nie odpuszczał. 







Dzisiaj trochę zdjęć sprzed kilku dni. Wrzesień 2018, nasz 4 jarzębinowy wianek. Blanka lat (prawie) 8. Drugoklasistka. Pod prysznicem śpiewa 'A million dreams' z The Greatest Showman, a poza nim w kółko 'Shotgun' Georga Ezry (bo chłopcy w klasie to ciągle śpiewają). Zamiast czekolady do picia o którą zawsze prosiła gdy zamawialiśmy swoje kawy, pije spienione mleko kokosowe. Mówi, że bardzo smakuje (juuhuu!) Wyrosła z wszystkich spodni i bluzek. Z wszystkiego na raz. Okazuje się, że problem dotyczy również... ekhm, tego co pod spodnie zakłada.

No cóż... wianek pasował jak ulał, a z takim uśmiechem to w ogóle pierwsza klasa.

Na instagramie, pod hashtagiem #wiankipannyblanki wszystko jest udokumentowane :)

Dublin końcem lata 2018

To był jeden z ostatnich, bezdzietnych dni w Irlandii. Spacer sam na sam z aparatem zakończył się wędrówką po Temple Bar i wizytą (kolejną) w Muzeum Narodowym. Słońce raz świeciło, raz wychodziły chmury i tak na zmianę. Turystów końcem sierpnia jest ogromna ilość. Z każdym rokiem wydaje mi się, że jest ich więcej. Autobusy przepełnione, tramwaje to samo, pociąg jeszcze jakoś daje radę. Na ulicach przepychanki, ale zawsze z uprzejmym 'I am sorry' przy potrąceniu. Przepraszają się obie strony. W kawiarniach jeszcze zamawia się mrożone kawy, bo oprócz tego, że mamy na nie sezon, to naprawdę jest ciepło.

Pierwszy raz weszłam do Powerscout Centre - piękny budynek i z zewnątrz i w środku, w którym mieszczą się kawiarnie, sklepy z wyszukanymi bibelotami, galeria i kwiaciarnia. W sam jej środku, na otwartej aż pod sam sufit przestrzeni, podwieszone są w zdobionych obręczach ptaki (nie wiem, ale chyba materiałowe?). Całość prezentuje się pięknie, jest przestrzennie, nie tłoczno i bardzo jasno - dach budynku jest przeszklony.

Kolejny raz natknęłam się na coś, czego przy poprzednich spacerach nie widziałam. Różowa kamienica (oczywiście miłość!) i Kanye West na muralu przy Temple Bar. Tu mi się oczywiście włączyło Flashing Lights i nie może wyłączyć.

Na zdjęciach randomowe migawki z Dublina.